niedziela
| 18 lutego 2018
 

Wstyd i hańba. PO "zajechało" stocznie, Czabański bierze się za niszczenie rolnictwa

Sandra Skibniewska: | 09 listopada 2017

"Dobra zmiana" zawsze dogada się z Platformą Obywatelską. Przecież szekle muszą się zgadzać, nieprawdaż?

Od wielu lat obserwuję polską scenę polityczną. Pisząc, że jedną z cech, która charakteryzuje rodzimych polityków, jest obłuda, nie odkryje Ameryki na nowo. Za to każdego dnia na nowo odkrywam nieznane lądy głupoty i mogę przedstawić kolejne elementy hipokryzji. 

Podczas kampanii wyborczych przedstawiciele opozycyjnych ugrupowań stosują w swoim kierunku niewybredne żarty i nierzadko umniejszają sobie nawzajem. Człowiek czuje się jak na hiszpańskiej corridzie. Przepychankom nie ma końca, a rozliczne partie udowadniają sobie wzajemnie ilość przewinień. Zawsze padają te same oskarżenia "za waszych rządów..." czy "przez ostatnie 8 lat...". Problem polega na tym, że polska scena polityczna jest tak zabetonowana, że działający w jej strukturach posłowie przeżywają w niej całe życie, skacząc od partii do partii. A mimo to zmieniają frakcję jak kobieta sukienkę. Przerzucają odpowiedzialność na poprzednią "markę", otrzepują garnitury i mogą odpowiadać "panie pośle, to nie ja". 

W sejmie działa Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt. Sama nazwa ma bardzo przyjazne, wedle moich odczuć, konotacje. Także jestem przyjaciółką zwierząt. Grono działa od 2011 roku. Niestety śledząc aktywność tegoż nie zauważam zbyt wielu realnych pomysłów przekutych w działania. Co więcej, na stronie internetowej sejm.gov.pl odnotowałam przerwę w jakiejkolwiek aktywności posłów skonsolidowanych jako Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt. Przerwa, o której piszę dotyczy roku 2015, w którym posłowie mieniący się "przyjaciółmi" zwierzaków zebrali się tylko dwa razy. Raz, by spotkać się z autorem książki o psiej tematyce. Drugi raz, by porozmawiać o sytuacji schroniska w Chrcynnie. Nie można tego nazwać prężnie działającym organem, którego werwa rozstrzyga wszelakie problemy około zwierzęce. Po co, więc tworzyć kolektyw tego typu? 

Ekipa PZPZ, dowodzona przez Krzysztofa Czabańskiego, natchniona jesienną aurą zaczęła powoli się ożywiać. Domyślam się, że ustawa dotycząca ochrony praw zwierząt, nad która pracują stała się tak ważka dopiero jesienią br? Przejdźmy zatem do konkretów. Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt zgłosił pomysł na to, by zaprzestano trzymania psów na łańcuchach. Grupa posłów należąca do kolektywu zaproponowała regulację dotyczącą wykorzystywania zwierząt w cyrkach, a także podwyższenie kar za znęcanie się nad zwierzętami. Na końcu wymienionej listy znajduje się pozycja dotycząca zakazu hodowli zwierząt futerkowych. Z uśmiechem na twarzy koncepcję zaakceptował prezes Jarosław Kaczyński. Wszyscy zbili sobie piątki i zaczęli prężnie działać, by od pomysłu do realizacji czas oczekiwania był relatywnie krótki. Mam jednak wątpliwość dotyczącą zasadności całego projektu. O ile dbałość o warunki bytowe psów jest tematem, nad którym nie ma co się rozgadywać, bo trzymanie psa zimą na łańcuchu jest karygodne. O tyle nie rozumiem logicznego sensu likwidowania hodowli zwierząt futerkowych.

Zlikwidujemy tę branżę w Polsce, a co z innymi ośrodkami tego typu w Europie czy na świecie? Nagle wszystkie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Nie, nie znikną. Dlaczego? Bo cały proceder dotyczący skasowania jednej z najlepiej funkcjonujących gałęzi biznesu w Polsce, zostanie wykorzystany przez konkurencję. Wszyscy będą zacierali ręce i śmiali się z Polski, że rodzime hodowle nie zostały wyparte przez konkurencję zza granicy, ale przez naszych rządzących. W tym przypadku zwaśnione partie są jednomyślne i zgodnie chcą odciąć polskiej gospodarce kolejną nogę. Polska to nie hydra, tu wycięty element nie odrośnie. Bestialskie niweczenie interesu, który co roku wspiera państwo, jest pluciem Polakom w brodę i przy okazji opluwaniem interesu narodowego. Czemu zawsze jest tak, że stojąc na piedestale produkcji danego surowca lub produktu, to my sami zrzucamy się z podium? Zastanówmy się, w którą stronę idziemy, sterując biznes narodowy na grząski grunt, na mieliznę. A kto wypełni lukę pod polskich hodowcach? Bardzo chętnie zrobią to obcokrajowcy. Nie ma to jak utopijna sprawiedliwość. Zabrać nam, Polakom, ale dać obcym. Brawo, cóż za biznesowa gościnność. Nieważne, że wykluczanie branży futrzarskiej odbije się na naszych kieszeniach. To nic, że mnóstwo ludzi straci pracę. A co tam, politycy mają rozmach i ułański sznyt. To może pójdźmy dalej. W ogóle sprzedajmy Polskę. Podzielmy ją jak urodzinowy tort, a sami zaciśnijmy pięty łańcuchami i stańmy się honorowymi niewolnikami Europy.

Za rujnowanie gospodarki i destrukcję prężnie działających firm, politycy z PO, PiS i Nowoczesnej, będący członkami PZPZ, powinni skończyć na rynku miasta obrzucani pomidorami i zlewkami z okolicznych punktów gastronomicznych. Grandą jest to w jaki sposób możni z Wiejskiej dogadują się w kuluarach, by dokonywać kolejnego rozbioru Polski. 

Sandra Skibniewska

Fot. Aleksandra Kasperska


Zobacz więcej z kategorii: Polska | Świat | Gospodarka | Opinie | Bez komentarza | Po godzinach | wSensie.tv
wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Ta strona wykorzystuje do swojego działania pliki Cookies. Możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki. Blokada może spowodować niepoprawne działanie strony lub brak dostępu do niektórych jej funkcji. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zamknij