niedziela
| 21 lipca 2019

W ostatnim numerze tygodnika "Najwyższy CZAS!" opisałem problemy transportowe stwarzane przez komunistyczny reżim na Kubie. Warunki jazdy głównie radzieckimi ciężarówkami, urągają godności każdego pasażera. Problemy innego typu – choć równie absurdalne i niespotykane w normalnym ustroju – pojawiają się, gdy Kubańczykowi przyjdzie ochota skosztować lodów w państwowej cukierni. O tych opowiem czytelnikom portalu wSensie.pl.

Spacerując ulicami przemysłowego miasta Cienfuegos, w pewnym momencie zauważyłem całkowicie zapełniony lokal gastronomiczny, w którym wszyscy klienci jedli lody z tortem. Wysoka temperatura, jak co dzień na wyspie, szczególnie zachęciła również mnie, by wstąpić do środka. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że mam do czynienia z lodziarnią prowadzoną przez państwo. Dość szybko jednak zorientowałem się, że coś jest nie tak, kiedy okazało się, że nie można siąść przy dowolnym stoliku. Szefowa sali wskazywała wszystkim klientom stoliki według własnego uznania. Miała przy tym taki wyraz twarzy, jakby żywcem była wyciągnięta z filmu "Miś" – wszelki sprzeciw był niemożliwy. Wszyscy się jej słuchali jak szatniarza w PRL-u. Kolejne zaskoczenie pojawiło się, kiedy kelnerka podała rachunek. Dwie duże porcje tortów z lodami i owocami kosztowały łącznie zaledwie 9 CUP (1,4 zł).

Lody po 9 groszy

W innej lodziarni, w tym samym mieście, o nazwie El Kairo Coppelia zastała nas kończąca się na chodniku kolejka Kubańczyków przed wejściem, choć zostały już tylko dwa ostatnie smaki lodów: czekoladowy i mango. Pełno ludzi siedziało przy wszystkich stolikach, a dwóch kelnerów uwijało się jak muchy w ukropie. Jeszcze stojąc w kolejce, obserwuję salę. Starzy i młodzi, kobiety, mężczyźni i dzieci – wszyscy wcinają lody, choć widać, że talerze niezbyt dokładnie umyte po poprzednich klientach. Lody podawane są na talerzach… do zupy. To efekt tego, że klienci zamawiają po dziesięć i więcej gałek, bo gałka kosztuje tylko 0,6 CUP (9 gr). Potem nie są w stanie tego zjeść i zostawiają na talerzu, albo ładują resztki do plastikowych pojemników lub reklamówek. W pewnym momencie widzę, jak właśnie jedna ze starszych klientek niezjedzone osiem gałek lodów, które już zdążyły się mocno roztopić, wlewa z talerza wprost do reklamówki i wiesza na oparciu swojego krzesła. Po chwili foliówka cała przecieka i na podłodze tworzy się coraz większa mokra plama. Nie wygląda to zbyt apetycznie. Nikt się tym jednak nie przejmuje. Kubańczycy chcą mieć lody na zaś, albo po prostu przynieść je do domu, by dać dzieciom. Nie sprawdzałem tego, ale przypuszczalnie w sklepie bardzo trudno kupić lody lub ich cena jest wyższa.

– To normalne. Tak to wygląda na Kubie

– widząc nasze miny, komentuje z politowaniem i chyba ze wstydem wobec nas, obcokrajowców stojąca za mną kobieta w średnim wieku.

Po kilkudziesięciu minutach oczekiwania, w końcu pomachano na nas ręką, byśmy zajęli stolik. Do naszego stolika "dokwaterowano" Kubankę w średnim wieku, która "skromnie" zamówiła sześć gałek lodów czekoladowych i starszego Kubańczyka, który zamówił dwanaście gałek o smaku mango. Ja wziąłem cztery, moja żona – jedną gałkę. Od razu pojawiło się wielkie zdziwienie przy stoliku.

– Zamówiła tylko jedną gałkę? Chyba się odchudza, bo jest młoda

– powiedziała pani w średnim wieku.

Zbyt niskie ceny zwiększają popyt; w efekcie są kolejki i brakuje towaru. Ludzie po prostu kupują więcej niż potrzebują, tak jak część ludzi chodzi do lekarzy na NFZ tylko dlatego, że jest "za darmo", choć im nic nie dolega. Jedna z kobiet kupiła całe plastikowe wiaderko gałek lodów, jakby dla całej drużyny wojska, albo plenum regionalnego Komitetu Obrony Rewolucji.

– Za godzinę nie będzie już żadnego smaku

– przewiduje jedna z klientek.

Obsługa ledwo nadążała z nakładaniem kolejnych gałek lodów, a kelnerzy z wycieraniem pobrudzonych lodami stolików i krzeseł.

Płaci się nie tylko peso

Nie inaczej było w Hawanie w dzielnicy Vedado. W wielkim upale stoimy w kolejce na zewnątrz państwowej lodziarni Coppelia. Naprzeciwko jest Hotel Habana Liber, skąd z luksusowego 24 piętra zaraz po przejęciu władzy kierował sprawami kraju Fidel Castro. Kolejka porusza się bardzo wolno. Po ok. godzinie nasz czas – kobieta kierująca ruchem klientów zaprasza nas na górę. Przestrzeń na piętrze podzielona jest na kilka otwartych sal. Wraz z innymi klientami zapełniamy jedną z nich. Do naszego stolika "dokwaterowano" dwóch młodych Kubańczyków. Dzisiaj są dostępne cztery smaki lodów: czekoladowe, o smaku guayaby, orzecha laskowego oraz likieru jajecznego. Ludzie biorą po dwie-trzy porcje i raczej trzy niż dwie. Na każdą z porcji składa się pięć gałek lodów z ciasteczkami. Sytuacja z Cienfuegos powtarza się w Hawanie. Nie wszyscy amatorzy lodów są w stanie zjeść wszystko, co zamówili. Resztę zabierają do domu. Tu gałka z ciasteczkiem kosztuje aż 1,5 CUP (23 grosze).

W kolejnej państwowej lodziarni La Coppelita przy reprezentacyjnym Maleconie w Hawanie lodów… zabrakło.

– Jedyne co mogę panu zaproponować to woda

– zwrócił się do mnie kelner.

Nic innego nie miał na stanie. Ale następnego dnia lody znów były i to w cenie 1,2 CUP (18 groszy) za gałkę, jednak oferowano tylko jeden smak: waniliowy, ale za to z polewą karmelową, choć była bardzo rozwodniona. I nie było kolejki. Chyba po mieście nie wszędzie jeszcze dotarła wieść, że "rzucili" lody. Klienci jak zwykle zamawiali po dziesięć gałek i więcej. Tu lody można też było kupić w wafelku. My wzięliśmy skromne cztery gałki.

restauracjakubalody2

Można się cieszyć, że socjalistyczne lodziarnie oferują tak tanie desery dla ludu. W rzeczywistości klienci płacą nie tylko peso, ale także czasem stania w długich kolejkach, a potem w oczekiwaniu na kelnera, który ma za dużo pracy i nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego szybko oraz ostatecznie czasem oczekiwania na zamówiony deser. W rezultacie, żeby pójść na lody, trzeba mieć pół dnia do stracenia. No i płacą też mniejszym wyborem lodowych smaków i paskudnymi warunkami ich spożywania. Mój pies dostaje jedzenie w lepszych warunkach i w ładniejszej misce. Tak upada socjalizm.

Czy na Kubie nie ma normalnych lodziarni, w których można by z kulturą, bez kolejki i na spokojnie zjeść lodowy deser? Oczywiście, są. Ale prywatne, gdzie cena lodów jest znacznie wyższa. Czy stoją puste? Nie! W prywatnej lodziarni w Hawanie, gdzie było ponad 30 smaków, gałka lodów kosztuje 0,65 CUC (2,5 zł), czyli 11 razy drożej niż w lodziarni państwowej. Ale działa klimatyzacja, a wystrój w środku i warunki podania lodów są na takim poziomie, że nie powstydziłby się niejeden lokal tego typu w Europie. Tam też było pełno ludzi, choć kilka stolików czekało na nowych amatorów lodów. W końcu to Kuba, jest gorąco i każdy ma ochotę na coś zimnego.

Fot. Tomasz Cukiernik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor trzech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.