piątek
| 23 sierpnia 2019

W ponurych czasach głębokiej komuny, kościoły były dla milionów Polaków jedyną oazą względnej wolności słowa i miejscem, w którym można było posłuchać innego przekazu niż "proletariusze wszystkich krajów łączcie się". Komunistom bardzo się taki pluralizm nie podobał, prześladowali więc niewygodnych kapłanów, wysyłając na ich msze swoich konfidentów i tajniaków. Oto garstka z wielu takich przykładów.

W Poznaniu dominikanin Honoriusz Kowalczyk organizował pomoc dla represjonowanych opozycjonistów i odprawiał msze za ojczyznę w trakcie stanu wojennego. Dostawał telefony z pogróżkami. Czemu nie mógł tego zgłosić na milicję? Bo to milicja wysyłała mu te pogróżki. Czemu nie poszedł z tym do sądu? Bo to sądy, NIE ZDEKOMUNIZOWANE DO DZISIAJ, wydawały wyroki na wrogów ustroju socjalistycznego, w tym na księży. Ojciec Kowalczyk oswajał najbliższych z tym, że może zostać zamordowany. Przeczuwał to. Nie uginał jednak kolan przed komunistycznym reżimem i nie tracił pogody ducha. Wiedząc, że esbecy nagrywają jego kazania, mawiał żartobliwie: "A teraz zrobię skrót tego co tu dziś powiedziałem, dla tych z was, którzy są tu służbowo".

Zginął w wypadku samochodowym 17 kwietnia 1983 r., w niewyjaśnionych nigdy okolicznościach. Śledztwo było farsą - śledczym nie udało się znaleźć ani jednego świadka wypadku. Brat kapłana dotarł do... czterech. Jeden z nich zeznał, że widział dwóch ludzi grzebiących w aucie kapłana, zanim odjechali. SB wywarła presję na przełożonego ojca, by podczas mszy położył nacisk na to, że Kowalczyk zmarł w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Ostatnie słowa umierający ojciec Kowalczyk skierował do kapelana, który odwiedził go w szpitalu: "Należy modlić się za komunistów, bo to są biedni ludzie". Co ciekawe, wypadek miał miejsce w rewirze działań kapitana SB, Grzegorza Piotrowskiego, który kilka dni wcześniej, zanim zamordował księdza Popiełuszkę, próbował upozorować jego wypadek - wyskoczył na jezdnię i rzucił kamieniem w przednią szybę rozpędzonego auta. Piotrowski potwierdził tę wersję wydarzeń podczas śledztwa. Można więc podejrzewać, że podobny scenariusz komuniści zaplanowali wobec ojca Kowalczyka.

Wrogie wobec socjalizmu kazanie esbecy postanowili nagrać również w małej miejscowości uzdrowiskowej, Połczynie-Zdroju, gdzie miejscowa parafia była jedynym miejscem, w którym Polacy mogli usłyszeć, że bicie i mordowanie Polaków przez komunistyczne służby to nic fajnego. Ksiądz Bolesław Jewulski był JEDYNYM kapłanem w historii polskiego komunizmu, który trafił do więzienia za samo... wygłoszenie kazania. Było to możliwe dzięki nagraniu mszy przez esbeckiego tajniaka, który nie pojawił się w Kościele by przyjąć Ciało Chrystusa, lecz po to, żeby znaleźć pretekst do wpakowania klechy za kratki.

Jak pisał 5 lat temu Cezary Łazarewicz w gazecie "Wprost": "Księdza udało się poskromić m.in. dzięki obciążającym go zeznaniom ogniomistrza i Lokomotywy w jednej osobie. Po wprowadzeniu stanu wojennego bezpieka wskazała go do przeprowadzenia rozmowy ostrzegawczej. Podczas niej ogniomistrz próbował przekonać księdza, by wygłosił podczas mszy kazanie, które przyjaźnie nastawi ludność do stanu wojennego. Ale ks. Jewulski był uparty. "Prezentuje poglądy antypartyjne, antyrządowe, skierowane przeciwko wojsku i organom bezpieczeństwa. Odniosłem wrażenie że będzie się on [ks. Jewulski - przyp. red.] starał dodawać pewne sformułowania solidaryzujące się ze strajkującymi i internowanymi". "Rozmowa nie przyniosła żadnych efektów" – zauważył na koniec ogniomistrz, ale jego zeznania – tak. Sąd w Bydgoszczy skazał w 1982 r. ks. Bolesława Jewulskiego na trzy i pół roku więzienia za "lżenie i wyszydzanie ustroju PRL i rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, mogących wywołać niepokój publiczny". Tej informacji nie znajdziecie jednak w oficjalnym biogramie kandydata Mirosława Tessikowskiego z Kołobrzegu. Sam kandydat skupia się dziś na prezentowaniu swych zalet: "kompetentny, dobrze przygotowany do służenia lokalnej społeczności i chce być blisko ludzkich spraw".

Mirosław Tessikowski to polityk Platformy Obywatelskiej. Były wiceprezydent Kołobrzegu i wicestarosta.

Ksiądz Roman Kotlarz, zanim został zamordowany przez SB, podczas jednego z patriotycznych kazań zwrócił się do wiernych słowami: "A jeżeli w tej chwili jest tu ktoś, aby podsłuchiwać księdza, to pomódlmy się o rozum, o tchnienie w jego serce".

Obecni na mszy funkcjonariusze SB nagrali te słowa na taśmie.

Długą historię nagrywania kazań przez SB miał oczywiście zamordowany przez funkcjonariuszy tej służby ksiądz Jerzy Popiełuszko - podczas rozprawy przesłuchano 17 jego kazań nagranych przez tajniaków, przyjmujących forsę od SB, jak "Bolek". Komuniści byli do tego stopnia zdesperowani, by skompromitować niepokornego klechę w oczach społeczeństwa, że podłożyli mu w mieszkaniu... materiały wybuchowe i amunicję. Jeden z morderców księdza, Pękala, przyznał w czasie śledztwa, że jednym z ich zadań było "dokuczenie" księdzu. W sierpniu 1989 r., tuż przed, hehe, "upadkiem" komuny, w teczce księdza zamiast oryginalnych dokumentów esbeckich, umieszczono... protokoły z ich niszczenia. Zlikwidowano łącznie ponad 500 takich dokumentów.

W 1990 roku wgląd w esbeckie akta miała "Komisja Michnika", na czele z szefem "Gazety Wyborczej", synem żydowskich działaczy komunistycznych. Cytuję za Wikipedią: "Komisja miała charakter poufny i skutkiem jej działania było powstanie dwustronicowego sprawozdania stwierdzającego niekompletność akt. Nie zachowały się żadne informacje o tym, kto zażądał jakiej teczki, kiedy ją otrzymał, kiedy zwrócił, co kopiował lub wynotowywał – co nie powinno zachodzić przy korzystaniu z tego typu archiwów".

Poufny i tyle. Nie zachowały się notatki i tyle. Coś takiego nie powinno zachodzić i tyle. Nie szkodzi, że to przypuszczalnie większy skandal niż jakakolwiek afera w III RP. Po co Michnik ma się z tego tłumaczyć, skoro do dziś nikt go o to nie pyta...? Wycinka, wiewiórka, Kaczyński jest niski, marsz faszystów, chrońmy karpie - oto tematy dla Polaków.

Funkcjonariusze SB nagrywali wielu odważnych, dzielnych księży niebojących się brać odpowiedzialności za Ojczyznę, nawet w nieludzkich czasach komunizmu i zdradzieckich kundli chodzących na smyczy Moskwy. Nagrywali księży, proboszczów i biskupów - Ignacego Tokarczuka, Karola Wojtyłę, Stanisława Suchowolca i wielu, wielu innych.

Kilka dni temu, "Gazeta Wyborcza" - której trzon dowodzenia stanowią lub stanowiły dzieci żydowskich komunistów i w której "w wolnej Polsce" pracę znalazła jedna z najbardziej parszywych esbeckich kanalii, czyli konfident Lesław Maleszka - szczuła swoich czytelników, by tłumnie pojawili się w kościołach.

Nie po to, żeby słuchać Słowa Bożego, lecz po to, by... kontrolować, co mówią księża. Skojarzenia nasuwają się same.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi troszkę po dekomunizować Polskę. Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.