środa
| 23 października 2019

Świat umiera – tak twierdzą naukowcy, klimatolodzy i celebryci. I choć globalne ocieplenie to niepodlegający dyskusji fakt, to sposoby na walkę z nim są mocno kontrowersyjne. Najnowszy z nich to dzieło amerykańskich naukowców, a właściwie naukowczyń.

Dziwny jest ten świat

Na temat globalnego ocieplenia powstało tak wiele opracowań i tekstów naukowych, że zbyteczne jest rozpisywanie się nad tym tematem. To, że człowiek niszczy środowisko, to rzecz pewna jak 2+2=4. Jednak człowiek może je również uratować. Wystarczy, że nieco zmieni swoje nawyki i przyzwyczajenia. Większość ekspertów postuluje proste czynności: segregację śmieci, ograniczenie ich produkcji, bardziej świadome zakupy czy zrezygnowanie z samochodu na rzecz komunikacji zbiorowej. Jednak są i prawdziwe, nie bójmy się użyć tego słowa, ekoświry, które proponują nam najbardziej drastyczne działania.

Dzieci w służbie śmierci

Co jest największym zagrożeniem dla planety? Oczywiście człowiek. Co więc należy zrobić? Ograniczyć liczbę ludzi. Kimberly Nicholas i Seth Wynes to amerykańskie "naukowczynie" z ośrodka studiów nad zrównoważonym rozwojem na uniwersytecie w Lund. Z pewnością nie są to zbyt dobrze znane nad Wisłą nazwiska. Jednak powinny być. Obie panie doszły do fascynujących wniosków. Otóż z ich kalkulacji wynika, że tylko rok życia malucha powoduje emisję CO2 na poziomie odpowiadającym codziennemu prowadzeniu auta przez 24 lata (ok. 60 ton emisji dwutlenku węgla rocznie).

W związku z tym naukowczynie zalecają, by nie mieć dzieci. No i mają rację, bo nie dość, że małe szkraby produkują szkodliwy dla świata CO2, to jeszcze pewnie będą wyrzucać śmieci do lasu, palić opony pod Sejmem, kupować wodę mineralną w plastikowej butelce i jeździć do pracy 20-letnim Passatem w dieslu.

Naukowcu, daj przykład!

Skoro dzieci są tak szkodliwe dla przyszłości świata, powinniśmy podjąć zdecydowane kroki. Przede wszystkim należy dokonać sterylizacji kobiet w tych rejonach świata, gdzie współczynnik urodzeń jest najwyższy. Dalej, należy profilaktycznie kastrować każdego nielegalnego imigranta, który dostanie się do Europy. Jeżeli jest tutaj nielegalnie, oznacza to, że nie można w żaden sposób kontrolować jego poczynań, bo go de facto nie ma, a taka kastracja sprawi, że nie będzie nielegalnie "produkował" zagrożenia dla Ziemi.

Gdy już to wszystko uda się osiągnąć, naukowcy postulujący powyższe "rozwiązania" dla planety powinni dać nam przykład i sami na sobie dokonać dekapitacji. Przecież taki 50-letni naukowiec przez całe swoje życie wyprodukował tyle CO2, co użytkowany codziennie przez 1200 lat samochód! W trosce o dobro przyszłych pokoleń taki "naukowiec", ewentualnie "naukowczyni" powinni się poświęcić dla świata i zrezygnować z dalszego zatruwania środowiska. Wszystko to oczywiście dla większego dobra.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Cezary Bronszkowski
Author: Cezary Bronszkowski
O Autorze
Z wykształcenia – magister dziennikarz, z pasji – komentator, krytykant. Liberał z kropelką konserwatyzmu. Kibic Bayernu Monachium.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.