wtorek
| 22 października 2019

Niektórzy kojarzą niejaką January Jones z ról filmowych w komediach i tak zwanym kinie akcji. Ja, dzięki jej własnym wypowiedziom, zapamiętam ją jeszcze z dwóch innych powodów. Po pierwsze – po porodzie pożarła swoje własne łożysko. A po drugie – dała do zrozumienia, że woli wychowywać swojego synka bez ojca, bo obecność postaci ojca w życiu syna mogłaby być jej zdaniem toksyczna. "Dobrze jest, kiedy mężczyznę otaczają silne kobiety. To nauczy mojego syna respektu do kobiet. Nie ma w jego otoczeniu żadnego samca, więc nie ma ryzyka tekstów typu: »Przestań płakać«, albo: »Rzucasz jak dziewczynka«". Zdaniem aktorki, lepiej nie mieć żadnego ojca, niż mieć ojca, który czasem powie coś niezgodnego z jej feministycznym światopoglądem.

Żydowska feministka, Gloria Steinem, przez całe dekady sączyła swój lewicowy jad, atakując instytucję tradycyjnej rodziny i małżeństwa. Aż w końcu znalazł się facet, który ją chciał i w wieku 66 lat... sama zawarła związek małżeński. Podsumowując, Kaczafi nigdy się nie hajtnął bo jest staroświecki, zaściankowy i nikt go nie kocha, Steinem hajtnęła się dopiero na starość bo jest postępowa, nowoczesna, niezależna i wszyscy ją kochają. Zanim jednak przestała być postępowa i weszła w patriarchalny związek małżeński, w roku 1970, na łamach poczytnego magazynu "Time", prognozowała, że model rodziny "ojciec, matka i dzieci" będzie tylko jednym z wielu, a sytuacja, w której mali chłopcy nie będą mieli do czynienia z nadopiekuńczymi mamusiami i tatusiami utrzymującymi przy życiu okrutną ideę męskości, wpłynie korzystnie na ich psychikę. W innej wypowiedzi stwierdzała, że małżeństwo czyni kobietę... połową człowieka.

Miała jakieś "ale" do instytucji rodziny przy wielu okazjach, jak na przykład w tej wypowiedzi: "Dla wielu kobiet, jedzenie jest pierwszym sygnałem naszej niższości, tego, że jesteśmy traktowane jako te gorsze – to pokazuje nam, że nawet nasze własne rodziny uważają kobiece ciało za mające mniejsze potrzeby, zasługujące na mniej, mniej wartościowe". Steinem nazwała również tradycyjną rodzinę "podstawową komórką rządu" i wysnuła teorię spiskową, że rodzinami łatwiej manipulować i uniewrażliwiać na krzywdę innych. W innym wywiadzie stwierdziła: "Małżeństwo jest korzystniejsze dla mężczyzn niż dla kobiet. Dwie najszczęśliwsze grupy społeczne to żonaci mężczyźni i niezamężne kobiety" – powiedziała postępowa feministka, po czym sama wyszła za mąż, stając się niewolnicą patriarchatu.

Kate Millett to kolejna amerykańska feministka, której jedną z najważniejszych życiowych misji była walka z tradycyjnym modelem rodziny. Sama była zresztą lesbijką, nie dziwi więc, że dwoiła się i troiła żeby obrzydzić społeczeństwu rodzinę składającą się z męża i żony. W jednej ze swych najsłynniejszych książek, "Polityka seksualna", dowodziła, że ucisk kobiet ma korzenie polityczne i kulturowe. Przekonywała również, że kluczem do rewolucji seksualnej musi być zrujnowanie tradycyjnej rodziny, w której ta biedna, chora kobieta dopatrywała się wszelkiego zła. "Najważniejszą instytucją patriarchatu jest rodzina" – pisała, a w swoich dziełach powoływała się na Marksa i Engelsa – praojców najbardziej zbrodniczej ideologii w dziejach świata.

Kreowała się na zwolenniczkę "seksu międzypokoleniowego", uważała dolny próg wieku legalnego seksu za ustawiony zbyt wysoko i krzywdzący dla młodych gejów, otwarcie głosiła też poglądy, że dzieci powinny mieć prawo wyrażać swoją seksualność w relacjach z dorosłymi. Kate Millett była wyznacznikiem lewicowego postępu, nowoczesności, łamania tabu, idolką pociągają za sobą rzesze fanów, autorytetem zapraszanym do mediów i bardzo poczytną pisarką feministyczną. W tym wszystkim, jak również w otrzymaniu "feminoliterackich" nagród w ostatnich latach, wcale nie przeszkodził jej fakt, że już w latach 70. zdiagnozowano u niej poważne zaburzenia psychiczne.

Myślicie, że w lewactwie widzieliście już wszystko? Zaczekajcie aż dowiecie się czegoś o innym wielkim autorytecie lewicowych salonów – żydowskiej feministce Betty Friedan, wywodzącej się z żydowskich rodzin, które wyemigrowały do Stanów z Rosji i Węgier. Betty Friedan jest na lewicy poważana do tego stopnia, że na łamach "Guardiana" inna znana feministka – Germaine Greer, napisała o niej, że "zmieniła historię świata niemal w pojedynkę". Czym zasłużyła sobie na tak pochlebną opinię? Nie wiem, może tym zdaniem, z jednej ze swoich najsłynniejszych książek: "Kobiety, które dostosowują się do roli gospodyń domowych, które dorastają w pragnieniu bycia tylko gospodynią domową, są W TAKIM SAMYM NIEBEZPIECZEŃSTWIE JAK MILIONY LUDZI, KTÓRZY SZLI NA ŚMIERĆ W OBOZACH KONCENTRACYJNYCH. Cierpią na powolne umieranie świadomości i duszy". Ta idiotka napisała te słowa w książce wydanej 18 lat po wyzwoleniu więźniów z obozu w Auschwitz.

Wyzwolona Betty Friedan jest zresztą autorką wielu sentencji, którymi lubi się posługiwać dzisiejsza lewicowa elita, jak na przykład ten cytat: "Żadna kobieta nie dostanie orgazmu od polerowania podłogi w kuchni". Taka aluzja do "zniewolenia" kobiet, które gotują, piorą i sprzątają kiedy ich mężowie opierdalają się w kopalni albo na budowie, żeby kupić pierdoły zwane jedzeniem i mieć na takie głupoty jak opłaty za prąd. Cóż, jeśli małżeństwo ma małe dziecko, i nie stać ich na służącą albo nianię, to któreś z nich powinno jednak opiekować się domem. Jeśli kobieta chce pracować i zostawić facetowi zmywanie naczyń – nie widzę najmniejszej przeszkody. Ktoś jednak musi się tym zajmować. Bo może i faktycznie żadna kobieta nie dostanie orgazmu od polerowania podłogi w kuchni, ale ten medal ma drugą stronę – żadna podłoga w kuchni nie wypoleruje się sama od wyzwolonej pani domu, która skupia się tylko na dawaniu dupy i zaspokajaniu swoich fantazji erotycznych. Zresztą, może nie ma sensu więcej oczekiwać od kobiety, która sama o sobie napisała: "Prawdę mówiąc, zawsze byłam zrzędliwą suką". I taką cię zapamiętamy, Betty. Taką cię zapamiętamy.

(Ciąg dalszy nastąpi)

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi troszkę po dekomunizować Polskę. Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.