piątek
| 30 października 2020
Redakcja | 24 września 2020

Duńczycy już zacierają ręce. Miśko w Senacie: na likwidacji polskiej branży futerkowej zyskają rynki zagraniczne

Duńczycy już zacierają ręce. Miśko w Senacie: na likwidacji polskiej branży futerkowej zyskają rynki zagraniczne

W środę na wysłuchaniu publicznym zorganizowanym przez senacką Komisję Ustawodawczą swoje stanowiska w zakresie zmian w nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt zaprezentowali przeciwnicy i zwolennicy ustawy. W senackiej dyskusji wziął udział między innymi Marek Miśko z Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych, który wskazał, że zyskają przede wszystkim rynki zagraniczne, w szczególności Niemcy i Dania.

"Piątka dla zwierząt" mimo sprzeciwu środowisk rolniczych i części opozycji w trybie ekspresowym przeszła przez Sejm. Politycy PiS, PO i Lewicy przegłosowali ustawę w nocy. Teraz "Piątka dla zwierząt" trafiła do Senatu. Na posiedzenie senackiej Komisji Ustawodawczej, zaproszeni zostali przedstawiciele organizacji rolniczych, przeciwnych ustawie oraz zwolennicy ustanowienia nowych regulacji. Posiedzenie trwało ponad 9 godzin.

– Cieszę się, że rozmawiamy w dzień, a nie w nocy. Bogu niech będą dzięki, że polski system ustawodawczy jest tak skonstruowany, że nad tym okrętem, który płynie bez kapitana, jest jeszcze Senat. Ostatnia noc, którą spędziliśmy wszyscy, którzy utracimy zaraz pracę oglądając 10 godzin komisji rolnictwa w nocy, to był jakiś absurd

– rozpoczął swoje wystąpienie Marek Miśko.

– W procedowanym projekcie ustawy znajduje się uzasadnienie, którego zasadność jest kreowana na podstawie jednego z opracowań, pana Jarosława Urbańskiego z Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych na zlecenie "Otwartych Klatek". Czy to nie jest przypadkiem bycie sędzią we własnej sprawie? Uzasadnienie ustawy, która ma tak dalece wkroczyć w działania przedsiębiorstw w kraju, jest pisane na podstawie raportu opłaconego przez jednego z przeciwników tego całego zamieszania

– wskazał.

Marek Miśko przypomniał, że hodowla zwierząt na futra pełni bardzo ważną, służebną rolę wobec branży mięsnej. Norka amerykańska, której jest obecnie ponad 6 milionów, zjada 50 kg. karmy w ciągu swojego rocznego życia. Jest to około 400 tys. ton karmy, która jest na rynku, a my ją skupujemy. Z raportu będącego podstawą uzasadnienia ustawy to zaledwie 0,16 proc. polskiego eksportu ogółem i stanowi tylko 0,08 proc. PKB. Miśko podkreślił, że w przełożeniu na liczby bezwzględne sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej.  

– GUS podaje w roku 2018, że polski eksport wyniósł 236 miliardów euro. Oznacza to, że polska branża futerkowa dała 1 mld 600 tys. dodatku do polskiego eksportu

– wskazał, dodając, że w tamtym okresie badawczym branża zatrudniała pomiędzy 4785 a 9570 osób.

Czytaj też: "Piątka dla zwierząt" uruchomi lawinę. Domaradzka: "Rolnictwo to także bezpieczeństwo sektora bankowego"

Miśko zauważył, że na likwidacji polskiej branży futerkowej zyskają przede wszystkim rynki zagraniczne, w szczególności Niemcy i Dania. To właśnie Duńczycy są jednym z naszych największych konkurentów, zajmując w branży pierwsze miejsce, podczas gdy Polacy zajmują drugie, wyprzedzając Chiny.

Przedstawiciel hodowców przytoczył zdanie z prestiżowego duńskiego dziennika zajmującego się tematyką prawno-gospodarczą, który w najnowszym wydaniu pisze o korzyściach dla duńskich przedsiębiorców wynikających z polskiego zakazu.  

"Polski zakaz hodowli norek może oznaczać wzrost cen skór dla duńskich hodowców norek. Polska zdecydowała się na błyskawiczny zakaz hodowli norek. Holandia ma podobny zakaz, który zacznie obowiązywać za 6 miesięcy. Zakaz produkcji futer w obu krajach może być mieć wpływ na duński rynek futer i oznaczać wyższe ceny duńskich skór. W tej chwili w Kopenhadze rusza pierwsza miejscowa akcja (po covidzie) i okaże się, czy polski zakaz wpłynie na ceny. Duńskie ceny skór są od dawna znacznie poniżej cen produkcji"  

– przytoczył Miśko.

– Do obecnego, tworzonego przez PiS państwa straciliśmy całkowite zaufanie. Nie traktujemy obecnego państwa jako partnera do jakiejkolwiek biznesowej dyskusji. Nie mówię o Senacie, tylko o tych, którzy ten bubel prawny do niego przynieśli.

– kontynuował.

– My dziś chcielibyśmy być potraktowani tak, jak inni hodowcy w całej Europie. W Holandii, Norwegii, Czechach czy w Wielkiej Brytanii. Aby wypłacono nam odszkodowania, które się należą się nam zgodnie z prawem za nasze straty, za nasze aktywa, które wyceniamy na około 10 miliardów zł. oraz na kredyty sięgające 3 miliardy zł. My chcemy ten kapitał zainwestować gdzie indziej. Tutaj jest to zbyt ryzykowne

– zakończył. 

Czytaj też: "Piątka dla zwierząt" w Senacie. Zarzecki: Odszkodowania nie pomogą. Chcę mieć możliwość uczciwego pracowania i zarabiania pieniędzy

senat.gov /GG/ fot. światrolnika.info


wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.