sobota
| 15 grudnia 2018

W dzisiejszych czasach wydawać by się mogło, że każdy może zawsze i wszędzie wyrazić swoje zdanie, powiedzieć co myśli, przedstawić swój punkt widzenia. Cenzura natomiast kojarzy nam się z czasami, gdy rządzili komuniści i na światło dzienne nie mogło wyjść nic, co było nieprzychylne ówczesnej, jedynej słusznej władzy radzieckiej. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że w XXI wieku, gdy czasu komuny mamy za sobą (w teorii, w praktyce mokry sen Lenina o rozprzestrzenieniu komunimu na całą Europę spełnił się i przybrał jeszcze groźniejszą formę neomarksizmu, szczególnie kulturowego), niektórym grupom społecznym wciąż będzie próbowało się kneblować usta...

Nie znam osoby, która nie korzystałaby dziś w Facebooka, czy innych portali czy platform społecznościowych. Takie czasy. Zaglądamy na czyjeś profile, obserwujemy je nie tylko po to, by zobaczyć co u naszch znajomych ostatnio się wydarzyło (swoją drogą wrzucanie wszystkiego, co jest związane z naszym życiem do sieci to temat na odrębny felieton, poświęcony tylko i włącznie nadmiernemu mentalnemu ekshibicjonizmowi i chęci pozyskania wyimaginowanej akceptacji. Może kiedyś.), często też chcemy poznać właśnie czyiś punkt widzenia na jakieś zdarzenie (a tych w naszym polskim piekiełku nigdy nie brakuje), bo jak inaczej wyrabiać sobie zdanie na jakiś temat?

Okazuje się, że możesz prezentować swoje poglądy, możesz również czytać swoich ulubionych publicystów, komentatorów, możesz również wymieniać się spostrzeżeniami na Facebooku. Warunek jest jeden. Nie możesz mieć prawicowych poglądów.

BAN NA PRAWICĘ

Jedni nazywają to zjawisko celowym cenzurowaniem prawicy, inni, jak np red. Rafał Ziemkiewicz mówią wprost o prywatnym, lewicowym totalitaryzmie. Mają rację. To, co jest prawicowe, pro-liferskie, chrześcijańskie, przez największe portale społecznościowe, jest bardzo niechętnie przyjmowane i często, bez skrupułów, banowane. Facebook jest tego najlepszym przykładem, tym bardziej, gdy nowym prezesem portalu w Polsce zostaje Agnieszka Kosik, która właśnie na swoim profilu na Facebooku publikuje grafiki zapraszajace na czarny protest, zmienia sobie zdjęcia profilowe na tęczowe grafiki wykonane przez stowarzyszenie Akcja Demokracja, czy jawnie wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, co idealnie wpisuje się w lewacką, KODziarską retorykę. Zuckerberg podczas przesłuchania przez kongresmenów w Stanach Zjednoczonych zapewniał, że pracownicy portalu nie są sprawdzani pod kątem światopoglądu, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć. Nasze poglądy zawsze wpływają na obstawiane przez nas stanowiska i z drugiej strony, nigdy nie jest tak, że prawicowe portale zatrudniają u siebie ludzi o lewackich poglądach i odwrotnie, nie oszukujmy się.

PODWÓJNE STANDARDY? JESZCZE JAK!

Przykładów, gdzie "prawicowa" wolność słowa była kneblowana na Facebooku jest mnóstwo. Przypomnijmy sobie słynny rajd na prawicowe portale, zorganizowany przez nadgorliwych wolontariuszy z Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który doprowadził do usunięcia blisko 300 prawicowych profili na Facebooku, przy zgłoszeniu ponad 2 tys. stron, zarzucając im publikowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i skrajnie prawicowych (to są chyba ulubione argumenty lewactwa, choć zapomnieli o faszyzmie). Niesamowite larum po tym zdarzeniu prawdopodobnie doprowadziło do odblokowania i przywrócenia tych stron, ale niesmak i pewna obawa poostały. Ciekawym zjawiskiem jest to, że profile promujące KODomitów obwieszających krzyże koszulkami z napisem "KONSTYTUCJA" nie naruszają standardów Facebooka, mają się świetnie, mimo jawnego obrażania uczuć religijnych milionów Polaków. W takich wypadkach "Facebook nie ma wiedzy, czy ta opinia jest prawdą, czy nie...", cytując Sylwię de Weydenthal, która pracuje w polskim Facebooku oraz uczestniczy w marszach KOD. Podwójne standardy? Jeszcze jak! Tak oto jedyne, co nam pozostaje, to zgłaszać ewentualne zażalenia, które są przekierowywane do kalifornijskiego sądu, mimo, że Facebook został zobowiązany do uznawania przepisów prawnych, obowiązujących w konkretnym państwie Unii Europejskiej, jeżeli korporacja prowadzi w nim swoją działalność, ale to czysta fikcja. Ban za niespełnianie standardów społeczności Facebooka (bliżej nieokreślonych z resztą) jest tak częsty wśród prawicowców, jak chęć pobierania zasiłków wśród napływających imigrantów. Niech żyje poprawność polityczna!

IM BARDZIEJ TĘCZOWO, TYM LEPIEJ

Będąc użytkownikiem Facebooka od kilku lat zauważyłam tęczowy trend w polityce portalu. Od jakiegoś czasu możemy sobie nakładać tęczowe filtry na nasze zdjęcia profilowe, w emotkach mamy już nie tylko pary złożone z kobiety i mężczyzny, ale również pary homoseksualne, w dodatku z dziećmi. W ogóle czy ktoś z Was spotkał się kiedykolwiek z nagłośnieniem sprawy, że jakikolwiek portal społecznościowy zablokował jakiś profil LGBTQ? Przecież to histeryczne środowisko wywołałoby taką burzę, gdyby coś takiego miało miejsce, że informacja o tym dotarłaby do najodleglejszego zakątka ziemi, ukazując, jaki to w Polsce faszyzm i homofobia, bo ktoś zablokował konto, gdzie jest mnóstwo zdjęć gejów, lesbijek i innych dewiacji. Nigdy nie było ani jednej skargi ze strony tych środowisk na niewłaściwą politykę tego, czy innego portalu, a przecież ile widzi obrzydliwych zdjęć z tęczowych manifestacji, ileż haseł namawiających do nienawiści, hejtu na tradycjonalistów. To, według "Fejsika" jest już ok.

Z YOUTUBE WCALE NIE JEST LEPIEJ...

Nie tylko Facebook wiedzie prym w banowaniu prawicowych treści. Tempa dotrzymuje mu platforma YouTube, która ewidentnie nie toleruje nadmiaru polskich barw narodowych, relacji z patriotycznych wydarzeń, o Marszu Niepodległości nie wspominając. Pretendentami do otrzymania nagrody Złotego Bana YouTube są bez wątpienia dziennikarz Marcin Rola oraz Jacek Międlar. Ci dwaj panowie, w zasadzie niezależnie od tego, co wrzucili, w przeciągu chwili mogli spodziewać się usunięcia treści, które oczywiście "nie spełniają standardów społeczności". Jak jeszcze banuje YouTube? Usuwa "nieodpowiednią" treść z wyszukiwarki. W ten sposób, w momencie, gdy w Internecie mamy monopol czterech korporacji: Facebooka, YouTube, Google i Twitter, gdy decydują one, że treść ma zniknąć, po prostu jej nie znajdziesz, mimo, że gdzieś tam, "na końcu internetów", dalej istnieje, chyba, że dokładnie wpiszesz tytuł materialu, który Cię interesuje. Sprytne? Pewnie. W ten sposób reguluje się co odbiorca treści może widzieć, a czego, broń Boże nie powinien, coby bunt w nim jakikolwiek nie narastał i łatwiej było nim sterować. Smutne, ale prawdziwe.

TWITTER JEST NAJSPRYTNIEJSZY

Na Tweeterze bana jeszcze nigdy nie dostałam, ale to nie znaczy, że na tej platformie zjawisko nie istnieje. Przeciwnie. Jest ono bardzo powszechne, ale Twitter wycwanił się najbardziej ze wszystkich i banuje w ten sposób, że ucina widoczność konta dla innych użytkowników, o czym sam właściciel konta nie wie. Można wówczas dostrzec osłabienie zasięgów swoich tweetów, mniejszą ilość reakcji na tweety.

 

GEORGE ORWELL OSTRZEGAŁ, NIE DORADZAŁ

Ten, kto czytał orwellowską powieść "Rok 1984" bez problemu dostrzega zbieżność między cenzurowaniem "nieodpowiednich" treści, a "teleekranami", które były w każdym domu, miejscu pracy i miejscu publicznym w fikcyjnym, antyutopijnym państwie Oceania. U Orwella pełniły one funkcję skrajnie kontrolną, inwigilacyjną, ale również indoktrynacyjną. Czy nie jest tak samo dziś z naszymi smartfonami, które zapisują gdzieś każdy nasz ruch, zbierając dane o naszych preferencjach, a zainstalowane na nim aplikacje typu Facebook, YouTube, Twitter, czy Google decydują, co możemy wiedzieć, a czego nie powinniśmy...?

Ewa Zajączkowska
Fot. Flickr.com/Aleksandra Kasperska

Wolność słowa w Internecie? Chcielibyście! Cenzura wiecznie żywa
 
W dzisiejszych czasach wydawać by się mogło, że każdy może zawsze i wszędzie wyrazić swoje zdanie, powiedzieć co myśli, przedstawić swój punkt widzenia. Cenzura natomiast kojarzy nam się z czasami, gdy rządzili komuniści i na światło dzienne nie mogło wyjść nic, co było nieprzychylne ówczesnej, jedynej słusznej władzy radzieckiej. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że w XXI wieku, gdy czasu komuny mamy za sobą (w teorii, w praktyce mokry sen Lenina o rozprzestrzenieniu komunimu na całą Europę spełnił się i przybrał jeszcze groźniejszą formę neomarksizmu, szczególnie kulturowego), niektórym grupom społecznym wciąż będzie próbowało się zakneblować usta...
 
Nie znam osoby, która nie korzystałaby dziś w Facebooka, czy innych portali czy platform społecznościowych. Takie czasy. Zaglądamy na czyjeś profile, obserwujemy je nie tylko po to, by zobaczyć co u naszch znajomych ostatnio się wydarzyło (swoją drogą wrzucanie wszystkiego, co jest związane z naszym życiem do sieci to temat na odrębny felieton, poświęcony tylko i włącznie nadmiernemu mentalnemu ekshibicjonizmowi i chęci pozyskania wyimaginowanej akceptacji. Może kiedyś.), często też chcemy poznać właśnie czyiś punkt widzenia na jakieś zdarzenie (a tych w naszym polskim piekiełku nigdy nie brakuje), bo jak inaczej wyrabiać sobie zdanie na jakiś temat? 
 
Okazuje się, że możesz prezentować swoje poglądy, możesz również czytać swoich ulubionych publicystów, komentatorów, możesz również wymieniać się spostrzeżeniami na Facebooku. Warunek jest jeden. Nie możesz mieć prawicowych poglądów.
 
BAN NA PRAWICĘ 
 
Jedni nazywają to zjawisko celowym cenzurowaniem prawicy, inni, jak np red. Rafał Ziemkiewicz mówią wprost o prywatnym, lewicowym totalitaryzmie. Mają rację. To, co jest prawicowe, pro-liferskie, chrześcijańskie, przez największe portale społecznościowe, jest bardzo niechętnie przyjmowane i często, bez skrupułów, banowane. Facebook jest tego najlepszym przykładem, tym bardziej, gdy nowym prezesem portalu w Polsce zostaje Agnieszka Kosik, która właśnie na swoim profilu na Facebooku publikuje grafiki zapraszajace na czarny protest, zmienia sobie zdjęcia profilowe na tęczowe grafiki wykonane przez stowarzyszenie Akcja Demokracja, czy jawnie wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, co idealnie wpisuje się w lewacką, KODziarską retorykę. Zuckerberg podczas przesłuchania przez kongresmenów w Stanach Zjednoczonych zapewniał, że pracownicy portalu nie są sprawdzani pod kątem światopoglądu, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć. Nasze poglądy zawsze wpływają na obstawiane przez nas stanowiska i z drugiej strony, nigdy nie jest tak, że prawicowe portale zatrudniają u siebie ludzi o lewackich poglądach i odwrotnie, nie oszukujmy się. 
 
PODWÓJNE STANDARDY? JESZCZE JAK!
 
Przykładów, gdzie "prawicowa" wolność słowa była kneblowana na Facebooku jest mnóstwo. Przypomnijmy sobie słynny rajd na prawicowe portale, zorganizowany przez nadgorliwych wolontariuszy z Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, który doprowadził do usunięcia blisko 300 prawicowych profili na Facebooku, przy zgłoszeniu ponad 2 tys. stron, zarzucając im publikowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i skrajnie prawicowych (to są chyba ulubione argumenty lewactwa, choć zapomnieli o faszyzmie). Niesamowite larum po tym zdarzeniu prawdopodobnie doprowadziło do odblokowania i przywrócenia tych stron, ale niesmak i pewna obawa poostały. Ciekawym zjawiskiem jest to, że profile promujące KODomitów obwieszających krzyże koszulkami z napisem "KONSTYTUCJA" nie naruszają standardów Facebooka, mają się świetnie, mimo jawnego obrażania uczuć religijnych milionów Polaków. W takich wypadkach "Facebook nie ma wiedzy, czy ta opinia jest prawdą, czy nie...", cytując Sylwię de Weydenthal, która pracuje w polskim Facebooku oraz uczestniczy w marszach KOD. Podwójne standardy? Jeszcze jak! Tak oto jedyne, co nam pozostaje, to zgłaszać ewentualne zażalenia, które są przekierowywane do kalifornijskiego sądu, mimo, że Facebook został zobowiązany do uznawania przepisów prawnych, obowiązujących w konkretnym państwie Unii Europejskiej, jeżeli korporacja prowadzi w nim swoją działalność, ale to czysta fikcja. Ban za niespełnianie standardów społeczności Facebooka (bliżej nieokreślonych z resztą) jest tak częsty wśród prawicowców, jak chęć pobierania zasiłków wśród napływających imigrantów. Niech żyje poprawność polityczna!
 
IM BARDZIEJ TĘCZOWO, TYM LEPIEJ
 
Będąc użytkownikiem Facebooka od kilku lat zauważyłam tęczowy trend w polityce portalu. Od jakiegoś czasu możemy sobie nakładać tęczowe filtry na nasze zdjęcia profilowe, w emotkach mamy już nie tylko pary złożone z kobiety i mężczyzny, ale również pary homoseksualne, w dodatku z dziećmi. W ogóle czy ktoś z Was spotkał się kiedykolwiek z nagłośnieniem sprawy, że jakikolwiek portal społecznościowy zablokował jakiś profil LGBTQ? Przecież to histeryczne środowisko wywołałoby taką burzę, gdyby coś takiego miało miejsce, że informacja o tym dotarłaby do najodleglejszego zakątka ziemi, ukazując, jaki to w Polsce faszyzm i homofobia, bo ktoś zablokował konto, gdzie jest mnóstwo zdjęć gejów, lesbijek i innych dewiacji. Nigdy nie było ani jednej skargi ze strony tych środowisk na niewłaściwą politykę tego, czy innego portalu, a przecież ile widzi obrzydliwych zdjęć z tęczowych manifestacji, ileż haseł namawiających do nienawiści, hejtu na tradycjonalistów. To, według "Fejsika" jest już ok. 
 
Z YOUTUBE WCALE NIE JEST LEPIEJ... 
 
Nie tylko Facebook wiedzie prym w banowaniu prawicowych treści. Tempa dotrzymuje mu platforma YouTube, która ewidentnie nie toleruje nadmiaru polskich barw narodowych, relacji z patriotycznych wydarzeń, o Marszu Niepodległości nie wspominając. Pretendentami do otrzymania nagrody Złotego Bana YouTube są bez wątpienia dziennikarz Marcin Rola oraz Jacek Międlar. Ci dwaj panowie, w zasadzie niezależnie od tego, co wrzucili, w przeciągu chwili mogli spodziewać się usunięcia treści, które oczywiście "nie spełniają standardów społeczności". Jak jeszcze banuje YouTube? Usuwa "nieodpowiednią" treść z wyszukiwarki. W ten sposób, w momencie, gdy w Internecie mamy monopol czterech korporacji: Facebooka, YouTube, Google i Twitter, gdy decydują one, że treść ma zniknąć, po prostu jej nie znajdziesz, mimo, że gdzieś tam, "na końcu internetów", dalej istnieje, chyba, że dokładnie wpiszesz tytuł materialu, który Cię interesuje. Sprytne? Pewnie. W ten sposób reguluje się co odbiorca treści może widzieć, a czego, broń Boże nie powinien, coby bunt w nim jakikolwiek nie narastał i łatwiej było nim sterować. Smutne, ale prawdziwe. 
 
TWITTER JEST NAJSPRYTNIEJSZY
 
Na Tweeterze bana jeszcze nigdy nie dostałam, ale to nie znaczy, że na tej platformie zjawisko nie istnieje. Przeciwnie. Jest ono bardzo powszechne, ale Twitter wycwanił się najbardziej ze wszystkich i banuje w ten sposób, że ucina widoczność konta dla innych użytkowników, o czym sam właściciel konta nie wie. Można wówczas dostrzec osłabienie zasięgów swoich tweetów, mniejszą ilość reakcji na tweety. 
 
 
GEORGE ORWELL OSTRZEGAŁ, NIE DORADZAŁ
 
Ten, kto czytał orwellowską powieść "Rok 1984" bez problemu dostrzega zbieżność między cenzurowaniem "nieodpowiednich" treści, a "teleekranami", które były w każdym domu, miejscu pracy i miejscu publicznym w fikcyjnym, antyutopijnym państwie Oceania. U Orwella pełniły one funkcję skrajnie kontrolną, inwigilacyjną, ale również indoktrynacyjną. Czy nie jest tak samo dziś z naszymi smartfonami, które zapisują gdzieś każdy nasz ruch, zbierając dane o naszych preferencjach, a zainstalowane na nim aplikacje typu Facebook, YouTube, Twitter, czy Google decydują, co możemy wiedzieć, a czego nie powinniśmy...?
 
Ewa Zajączkowska
Fot. Flickr.com/Aleksandra Kasperska
 
 
 
 
 
Opublikował:
Ewa Zajączkowska
Author: Ewa Zajączkowska
O Autorze
Dziennikarz, publicysta, komentator polityczny. Absolwentka Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie. Z pasji nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie. Antysocjalistka, wolnorynkowiec. Serce po prawej stronie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.