poniedziałek
| 10 grudnia 2018

Właściwie do samego końca wydawało się, że w Warszawie nie obejdzie się bez drugiej tury wyborów. Okładki tygodników zostały już wydrukowane, a dziennikarze szykowali się na kolejne dwa tygodnie wyborczego szaleństwa. Dopiero na ok. 2-3h przed zakończeniem ciszy wyborczej do mediów społecznościowych zaczęły przebijać się informacje o tym, że w stolicy doszło do nokautu – Rafał Trzaskowski, z dwucyfrową przewagą, pokonał Patryka Jakiego. Potwierdziły to wyniki exit poll. Podejrzewam, że w głowach wielu osób, podobnie jak w mojej, pojawiło się pytanie: Ale żeby aż tak?

W kwestii Warszawy od początku byłam pesymistką. Przyznam, że kolejne tygodnie kampanii wywoływały we mnie niejaką nadzieję na zmiany. Jednak jeśli miałabym obstawiać, to ostatecznie postawiłabym na Rafała Trzaskowskiego. Będzie druga tura, ok, Jaki przegra – tak sądziłam. Ale przegra, a nie zostanie zmiażdżony. Tymczasem wynik 54,1 proc. do 30,9 proc. (według exit poll) to prawdziwe fiasko. 

O przyczynach porażki kandydata Zjednoczonej Prawicy z pewnością będziemy rozprawiać jeszcze przez najbliższe dni. Na gorąco, widzę jedną, podstawową: mentalność Warszawy. Tak, TĘ mentalność. Przeważające myślenie liberalno-lewicowe, co w przypadku wielkiego miasta nie jest żadnym zaskoczeniem. Doszło do ogromnej mobilizacji elektoratu wielkomiejskiego, który być może uświadomił sobie, że jeśli nie Trzaskowski, to wygra PiS-owiec (oczywiście, Jaki nie należy do PiS-u, natomiast w świadomości społecznej jest z tą partią utożsamiany. Zresztą z jej poparciem startował w wyborach). Myślicie Państwo, że straszenie PiS-em to melodia przeszłości? W żadnym wypadku. To ziarno wciąż pada na żyzną glebę. Można dodać do tego powtarzane jak mantrę przez Koalicję Obywatelską w ostatnich dniach kampanii hasła o tym, że partia rządząca chce wyprowadzić Polskę z UE (zupełnie nieprawdziwe, ale co z tego?). Szklany sufit w Warszawie okazał się dla konserwatysty nie do pokonania. Niewidziane wcześniej kolejki do lokali wyborczych to nie był przypadek. To była groźba wobec Jakiego, która zrealizowała się w wyborczym wyniku.

Patryk Jaki został kolejnym politykiem, dla którego chęć dogodzenia wszystkim zakończyła się porażką. Przejawem usilnych prób dotarcia do elektoratu centrowego, a może nawet lewicowego, było przysposobienie Piotra Guziała. Człowieka, który choć jest doświadczonym i sprawnym samorządowcem, z konserwatyzmem ma niewiele wspólnego. To właśnie chwila ogłoszenia, że w przypadku wygranej Jakiego wiceprezydentem zostanie Guział, była pierwszą z rys, która pojawiła się na naprawdę dobrej kampanii wiceministra. Próbujący pokazać się dziś jako techniczny ekspert od miasta Piotr Guział, uczestniczył przecież w Paradach Równości. Ba, zasiadał nawet w komitecie honorowym. Trudno mówić o większym zaangażowaniu ideologicznym. Stanięcie ramię w ramię z kimś takim, mogło się okazać dla wielu wyborców prawicowych nie do przełknięcia. Jaki chciał iść szeroko, czego kolejnym dowodem jest jego rezygnacja z członkostwa w partii. Jednak w kraju tak wielkich podziałów, nie ma miejsca na bezpartyjnych bezideowców. 

Czy Jaki był zbyt wyrazisty, zbyt mocny? Co pewne, pokazał ogromną pracowitość i wolę walki. Biegał jak szalony z miejsca na miejsce. Po prostu mu się chciało. Byłam pod ogromnym wrażeniem jego energii i tego, jak bardzo mu zależy. Ale może zależało mu za bardzo? Może za bardzo pokazał, że jest gotowy na wielkie zmiany, że nie będzie szedł na kompromisy, że chce uciąć to, co złe i wiele rzeczy zacząć od nowa? Komentatorzy wieszczący młodemu wiceministrowi zwycięstwo zapomnieli, jak wielką siłą są w Warszawie urzędnicy. Patryk Jaki zapowiadający przewietrzenie Ratusza, zapewne ukazał się wielu z nich jako śmiertelne zagrożenie. Może Jaki powinien trochę stonować i nie zapowiadać wielu nowych linii metra, wielkiej dzielnicy przyszłości, a skupić się dłużej na projektach mniejszych, możliwych do zrealizowania w bliższej perspektywie? Warszawiacy bombardowani niemal codziennie nowymi pomysłami kandydata mogli stwierdzić, że tego wszystkiego po prostu nie da się zrobić, a ten, kto to obiecuje, nie może być wiarygodny. 

Patryk Jaki, jako kandydat na prezydenta Warszawy, poległ. Wynik jest wynikiem i ostatecznie to procenty, a nie sympatie i nadzieje decydują o tym, kto jest zwycięzcą. Wybory wygrywa się liczbą głosów, a nie liczbą nieprzespanych w czasie kampanii godzin. KO dokonała w Warszawie KO.

Fot. Flickr KPRM

Opublikował:
Zuzanna Dąbrowska
Author: Zuzanna Dąbrowska
O Autorze
Zuzanna Dąbrowska – Dziennikarka z wykształcenia i pasji. Reporterka Radia Maryja, zajmująca się przede wszystkim życiem Sejmu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.