poniedziałek
| 24 czerwca 2019

Już w 2010 roku pisałem, że Polska powinna obniżyć akcyzę na energię elektryczną do unijnego minimum, aby ulżyć konsumentom i spowodować, by polska gospodarka była bardziej konkurencyjna wobec gospodarek innych krajów członkowskich. Nikt o tym wtedy nie myślał. Nad problemem zaczęto zastanawiać się dopiero, gdy na gardle rządzących pojawił się nóż w związku z przyszłorocznymi krajowymi wyborami parlamentarnymi i do Parlamentu Europejskiego. Odpowiednią ustawę wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka z Kukiz’15, nazwał "projektem o próbie utrzymania władzy przez PiS".

Po tym jak państwowe spółki energetyczne zawnioskowały do URE o kilkudziesięcioprocentowy wzrost cen energii elektrycznej, przerażony widmem klęski wyborczej rząd, ekspresowo przygotował odpowiednią ustawę, a parlament zdecydował m.in. o obniżeniu akcyzy od energii elektrycznej z 20 zł/MWh do 5 zł/MWh, o obniżeniu stawek opłaty przejściowej o 95 proc. oraz o rekompensacie za różnicę między dotychczasową ceną sprzedaży a ceną rynkową, jaką sprzedawcy energii mają otrzymywać z nowego Funduszu Wypłaty Różnicy Cen. Koszty tej interwencji w 2019 roku oszacowano na 9 mld zł, w tym na obniżeniu akcyzy odbiorcy mają zaoszczędzić 1,85 mld zł, a na spadku opłaty przejściowej – 2,24 mld zł. Z drugiej jednak strony rosnące ceny uprawnień do emisji CO2 dają polskiemu budżetowi coraz wyższe wpływy z tytułu ich sprzedaży, więc jest z czego finansować obniżki podatkowe. Dzięki dodatkowym 55,8 mln ton uprawnień do emisji CO2, które Polska planuje zbyć, przy obecnych cenach wpadnie do budżetu ok. 6 mld zł.

To Unia wymusza minimalną akcyzę

Senator Mieczysław Augustyn z PO zaproponował jeszcze głębszą obniżkę. Słusznie chciał, by zmniejszyć akcyzę do 1 euro/MWh dla gospodarstw domowych i do 0,5 euro/MWh dla przedsiębiorstw. Są to minimalne stawki wymagane przez Unię Europejską. Propozycja ta nie przeszła. Wcześniejszy projekt ustawy Kukiz’15 z połowy grudnia, zakładający obniżenie akcyzy do 1 euro/MWh, a dodatkowo VAT-u na energię elektryczną z 23 proc. do 5 proc. w ogóle nie został dopuszczony przez marszałka Sejmu do rozpatrzenia.

– Polska ma jedne z najwyższych stawek VAT i akcyzy na energię elektryczną w Unii Europejskiej. W Portugalii, Rumunii, Luksemburgu, Chorwacji, Irlandii, na Łotwie i Litwie stawka akcyzy na energię elektryczną to 1,01 euro. Obniżona stawka VAT na energię elektryczną obowiązuje w Wielkiej Brytanii (5%), na Malcie (5%) we Francji (5,5%), w Luksemburgu (8%), we Włoszech (10%). Naszym zdaniem obniżka stawek VAT i akcyzy to najprostszy sposób, aby złagodzić skutki dla rosnących ceny prądu

– trafnie argumentował na konferencji prasowej wicemarszałek Tyszka.

– Według naszych szacunków obniżka akcyzy i VAT spowodowałaby obniżkę cen prądu nawet o kilkanaście procent

– mówił polityk Kukiz’15.

"Polska musi respektować unijne prawo także w zakresie wysokości akcyzy, którą obłożona jest energia elektryczna. Zgodnie z dyrektywą 2003/96/WE minimalna akcyza na prąd w krajach unijnych powinna wynosić: dla firm 0,5 euro za 1 MWh oraz dla pozostałych podmiotów 1 euro za 1 MWh. Jednak polskie prawo obciąża akcyzą znacznie bardziej – mianowicie wynosi ona aż 20 zł za 1 MWh. Oznacza to, że podatek akcyzowy od energii elektrycznej w Polsce jest dla firm ponaddziesięciokrotnie (!), a dla pozostałych podmiotów ponadpięciokrotnie wyższy od unijnej stawki minimalnej [teraz te proporcje nieco się zmieniły z uwagi na inny kurs euro]. Polska jest w gronie pięciu państw pobierających najwyższą akcyzę od energii elektrycznej w UE. Wyższe stawki stosują jedynie Duńczycy, Szwedzi, Austriacy i Niemcy. Oprócz podatku akcyzowego energia elektryczna w Polsce jest dodatkowo obłożona podatkiem VAT"

– pisałem już w 2010 roku w mojej analizie dla jednego z senatorów pt. "Propozycje obniżek podatków".

Zwracałem ponadto uwagę, że unijna dyrektywa wyłączyła z harmonizacji energię elektryczną zużywaną w szczególnie energochłonnych procesach technologicznych i zdecydowana większość krajów członkowskich wykorzystała ten fakt, stosując w takiej sytuacji preferencyjne stawki, wyłączenia lub zwrot zapłaconego podatku akcyzowego. Polska się na to nie zdobyła, mimo że obniżenie akcyzy nie tylko zmniejszyłoby rachunki, ale oznaczałoby również zwiększenie konkurencyjności polskiej gospodarki, co z kolei przyniosłoby wyższe wpływy do budżetu państwa.

Winna jest polityka UE i PO

Jak niemal przy każdej okazji procedowania ważniejszych czy mniej ważnych ustaw, także i teraz nie obyło się bez słownych przepychanek pomiędzy obozem rządzącym a opozycją. Z jednej strony poseł Sławomir Neumann, przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej, ma rację, że PiS obniża akcyzę tylko i wyłącznie z uwagi na zbliżające się wybory. Z drugiej jednak strony poseł PO jest skrajnym hipokrytą, mówiąc, że wysokie ceny prądu są tylko winą PiS, bowiem rosnące ceny energii elektrycznej są w jeszcze większej mierze efektem zaniedbań rządów PO-PSL, które nie tylko nic nie zrobiły w kwestii dywersyfikacji produkcji (gdzie jest elektrownia atomowa? gdzie jest deregulacja branży?), ale w znacznej mierze przyczyniły się do tego, akceptując niekorzystny dla Polski unijny pakiet klimatyczno-energetyczny. Premier Mateusz Morawiecki słusznie zauważył, że aktualna sytuacja z drożejącą energią elektryczną jest rezultatem tego, że rząd obecnej opozycji w 2008 roku nie zawetował unijnej polityki klimatycznej. W czerwcu 2018 roku prezes Tauronu Filip Grzegorczyk mówił, że jedna czwarta ceny energii elektrycznej to nakładany przez Brukselę podatek ekologiczny. Wraz ze wzrostem cen uprawnień do emisji CO2, będzie to coraz więcej.

Co więcej, jak przypomniał prof. Jan Szyszko, były minister środowiska w rządzie PiS, w 2007 roku Komisja Europejska przyznała Polsce limit emisji 208 mln ton CO2 rocznie, podczas gdy należało się 284 mln ton. Później Polska wygrała proces z Komisją.

– Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu przyznał, że Polska ma rację. 284 mln ton to jest ten początek, od którego należy dokonywać pewnej redukcji w ramach sześciu działów produkcji. I co się stało? Rząd PO i PSL nie uznał tego wyroku. Wyrok jest, ale dogadał się w jakiś sposób, że nie będzie respektowany

– powiedział w radiu Wnet prof. Szyszko.

Jeśli te 76 mln ton różnicy pomnożymy przez 25 euro (niemal tyle wynosi aktualna cena rynkowa tony uprawnień do emisji CO2), to wychodzi 1,9 mld euro rocznie! Tyle tracimy, bo obecnie te uprawnienia do emisji Polska musi dokupować, co winduje ceny energii elektrycznej.

Konieczna deregulacja

Oczywiście, należy pochwalić każde zmniejszenie fiskalizmu. Nawet takie, do którego doszło pod wyborczym przymusem. Niestety, obniżka akcyzy na energię elektryczną nie rozwiązuje prawdziwego problemu, bo znacznie większym problemem od wysokiego opodatkowania jest polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej, która za pomocą wymuszania zakupu uprawnień do emisji dwutlenku węgla nadmiernie pompuje koszty wytwarzania energii z węgla. Uprawnienia do emisji CO2 jeszcze w sierpniu 2017 roku kosztowały ok. 5 euro, a teraz ich cena sięga 25 euro. A co jeśli wzrośnie do 100 euro? Wtedy nawet gdyby obniżyć akcyzę do zera (już bez zwracania uwagi na unijne minimum w tym względzie), to i tak niewiele by to dało.

Już w 2012 roku Krajowa Izba Gospodarcza przestrzegała, że skutkiem wprowadzenia wytycznych zawartych w unijnej „Energetycznej mapie drogowej 2050”, ceny energii w hurcie do 2050 roku w stosunku do roku 2005 wzrosną trzykrotnie, a ceny ciepła sieciowego zwiększą się czterokrotnie (trzeba mieć na uwadze jeszcze to, że uprawnienia do emisji CO2 muszą kupować nie tylko elektrownie, ale także ciepłownie, co prowadzi również do wzrostów cen ciepła). KIG wyliczyła, że koszty, jakie Polska poniesie, wdrażając tę unijną politykę, wyniosą 13 mld zł w 2030 roku i aż 22 mld zł w 2050 roku. No ale kolejne rządy nie przejęły się tą analizą.

Polskiej energetyce potrzebna jest zmiana systemowa. Nie tylko odrzucenie absurdalnej unijnej polityki energetyczno-klimatycznej, ale także uwolnienie tej branży od interwencjonizmu państwowego. Na przykład nieprzyjazne dla drobnych wytwórców energii przepisy powodują, że jej sprzedaż do sieci elektroenergetycznej jest nieopłacalna albo w ogóle niemożliwa. Potrzebna jest deregulacja tego rynku, dzięki czemu znacznie łatwiej można by wytwarzać energię, niezależnie od państwowych koncernów energetycznych, co przyczyniłoby się do rozwoju energetyki, także tej ze źródeł odnawialnych.

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor trzech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.