sobota
| 21 września 2019

Wyświetlany właśnie w kinach film pt. "Kurier" przypomina, że Zachód wielokrotnie zdradził Polskę, z czego nasi politycy powinni wysnuć oczywisty wniosek, że w przyszłości również może się tak stać.

Bohaterska historia Jana Nowaka-Jeziorańskiego, kuriera, który podczas II wojny światowej kursował pomiędzy polskim rządem na uchodźstwie rezydującym w Londynie a dowództwem Armii Krajowej w okupowanej przez Niemców Warszawie, dawno powinna zostać sfilmowana. "Kurier" w reżyserii Władysława Pasikowskiego przypomina dwie bardzo istotne sprawy z punktu widzenia polskiego interesu narodowego. Po pierwsze – choć to jest dla nas oczywiste – że w czasie II wojny światowej z rąk Niemców ginęli nie tylko Żydzi, jak myślą zachodnie społeczeństwa, ale także – a może przede wszystkim – Polacy. Bo jak się wielokrotnie okazywało, na Zachodzie trzeba ciągle powtarzać, że obozy koncentracyjne uruchomione na ziemiach polskich nie były polskie, lecz niemieckie, by mordować Polaków i Żydów. Już na początku filmu widzimy scenę, w której niewinni i bezbronni przypadkowi Polacy bez skrupułów na stołecznej ulicy są rozstrzeliwani przez niemieckich okupantów.

Szczyt hipokryzji

Drugą istotną sprawą, którą porusza film, jest to, że zachodni alianci zdradzili Polskę nie tylko w roku 1939, nie atakując we wrześniu od zachodu III Rzeszy, ale także w latach 1944-45, bez oporów pozostawiając nasz kraj w szponach Stalina. Niestety, ta historia niczego nie nauczyła naszych polityków. Wtedy polski rząd uważał, że Anglia i Francja nam pomogą, teraz polskie władze myślą, że nas obronią USA i NATO. W rzeczywistości w razie ataku na Polskę byłoby podobnie jak dwukrotnie w czasie II wojny światowej. Prawda jest taka, że nie możemy liczyć na jakąkolwiek pomoc Zachodu, jeśli nie byłoby to przypadkiem po drodze jego interesom.

Co więcej, teraz jedni sojusznicy – Niemcy w ramach Unii Europejskiej eksploatują nas gospodarczo, tak jak eksploatowali w Generalnym Gubernatorstwie. Z kolei amerykańska ustawa 447, łamiąca międzynarodowy i polski porządek prawny, jest dobitnym przykładem na to, że Polska nie może liczyć także na USA. Nasz główny sojusznik popiera żydowską hucpę w postaci wymuszania na nas oddawania Żydom nienależnego im mienia. Tymczasem realizacja tych absurdalnych postulatów żydowskich organizacji przedsiębiorstwa Holokaust, które opierają się na nieznanych cywilizowanym narodom prawach plemiennych (żądają spłaty żydowskich majątków nie dlatego, że są ich spadkobiercami, ale dlatego, że są innymi Żydami), może oznaczać całkowitą katastrofę gospodarczą Polski. Podobno w ambasadzie USA w Warszawie jest już urzędnik zajmujący się wyłącznie przygotowaniami do realizacji przez Polskę tych roszczeń, a specjaliści od wyceny nieruchomości już znajdują się wśród amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce. Po prostu dla naszych "sojuszników" z Waszyngtonu nie jest ważny interes sojusznika polskiego, tylko sojusznika izraelskiego.

Polskie władze naszego sojusznika zza oceanu słuchają w każdej sprawie. Nie tylko w kwestii stosunków z Rosją, ale także z Iranem czy Chinami. W ten sposób nasza gospodarka, nasi przedsiębiorcy tracą miliardy poprzez brak wzajemnych inwestycji, handlu i możliwości rozwoju. Można się domyślać, że sprawa blokady w Polsce współpracy w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku to sprawka Waszyngtonu. Co więcej, lutowa konferencja na temat Bliskiego Wschodu w Warszawie, na którą tak ochoczo zgodził się polski rząd, a polski podatnik w całości ją zasponsorował, jak się ostatecznie okazało, nie była konferencją antyirańską, tylko... antypolską. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo przyjechał tu, by szkalować Polaków! I to za nasze pieniądze! Zwrot majątków żydowskich miałby się odbyć wbrew polsko-amerykańskiej umowie z 1960 roku i wbrew polskiemu prawu cywilnemu. To dopiero szczyt hipokryzji! Czy tak zachowują się sojusznicy i przyjaciele? Ale – jak wiadomo – w polityce zagranicznej i dyplomacji nie ma przyjaciół i wrogów. Są tylko twarde interesy. Szkoda że nie wiedzą tego polscy naiwni politycy (czy jednak agenci?).

Spór o powstanie

To oczywiste, że każde państwo chce jak najszerzej rozciągać swoją władzę i uzależniać od siebie kolejne kraje i inne terytoria. Czy będzie to robiło w sposób pokojowy poprzez uzależnienie gospodarcze (jak Niemcy w ramach Unii Europejskiej) albo szantaż, czy brutalnie mieczem (w historii – III Rzesza czy ZSRR, aktualnie – Rosja czy USA) – to już jest sprawa wtórna. Jedyną możliwością, by nie być taką ofiarą, jest wzrost bogactwa, co przełoży się na możliwości militarne. To z kolei spowoduje, że inne kraje będą się liczyły z takim państwem. Innej drogi – jak użalanie się na arenie międzynarodowej, że jesteśmy ofiarami historii – nie ma.

Film "Kurier" zabiera też głos w sporze o to, czy powstanie warszawskie było konieczne i jednoznacznie opowiada się za bardzo kontrowersyjną tezą, że jego wybuch był słuszną decyzją. Jeszcze będąc w Londynie, wiedząc, że nie można liczyć na pomoc Anglików (co wyraźnie zakomunikował premier Winston Churchill), Jan Nowak, a także część polityków polskich władz na uchodźstwie (m.in. gen. Kazimierz Sosnkowski), uważała, że absolutnie do powstania nie można dopuścić. Dopiero po przylocie do Polski, tytułowy kurier – widząc sytuację w kraju – zmienił swój pogląd na tę sprawę. Ostatecznie filmowy bohater w rozmowie z dowództwem Armii Krajowej opowiedział się – wbrew instrukcjom z Londynu – za stanowiskiem, że należy rozpocząć antyniemieckie powstanie w Warszawie. Dzisiaj wiemy, że na wybuchu powstania najbardziej zyskali Rosjanie, czekając na drugim brzegu Wisły, aż resztka polskiej inteligencji się wykrwawi. Dzięki temu łatwiejsza dla nich była powojenna okupacja kraju.

W omawianym filmie sceny pokazujące w szczególności brutalne realia życia w okupowanej przez Niemców Polsce są nad wyraz wymowne. I to zarówno w mieście, jak i na wsi. Warto, by film obejrzał nie tylko polski widz, ale właśnie także z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, jak i USA. Może wtedy coś zrozumie. Czy jest na to szansa?

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor trzech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.