wtorek
| 23 lipca 2019

1 maja mija 15 lat obecności Polski w strukturach unijnych. Niestety, teraz nie jest to taka sama organizacja, za jaką opowiedzieli się Polacy w referendum z 2003 roku i do jakiej wchodziliśmy rok później.

Przede wszystkim w 2009 r. wszedł w życie traktat lizboński. W 2004 roku do podjęcia decyzji konieczna była jednomyślność krajów członkowskich. Aktualnie decyduje większość głosów. Poza tym, w traktacie lizbońskim Unii Europejskiej nadano osobowość prawną, utworzono unijną dyplomację i urząd "prezydenta UE", czyli przewodniczącego Rady Europejskiej. Ale to nie wszystkie różnice.

Kryzys zmienił Europę

– Kryzys zmienił Europę

– mówi prof. Tomasz Grzegorz Grosse, kierownik Zakładu Polityk Unii Europejskiej Wydziału Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

– Przed kryzysem mogliśmy powiedzieć, że UE ma dla nas zdecydowanie więcej zalet niż wad. Teraz te zalety coraz bardziej się równoważą z tymi negatywnymi tendencjami, które są bardzo niepokojące. Przed kryzysem Komisja [Europejska – przyp. TC] stała na straży traktatów, prawa europejskiego i równości państw. W kryzysie jej rola została bardzo poważnie zmniejszona, również w ten sposób, że Komisja została w jednych sprawach odsunięta na bok, a w innych musiała wykonywać pewną wolę tych państw, które decydowały o polityce antykryzysowej. Została w pewnym sensie podporządkowana

– tłumaczy politolog i socjolog.

Kolejną sprawą jest kwestia brexitu, co – jak wyjaśnia prof. Grosse – zmienia konfigurację głosów, głosowania w Radzie Unii Europejskiej. Ta równowaga polityczna została bardzo silnie zaburzona na rzecz niemiecko-francuskiego tandemu.

– Jeżeli te państwa coś uzgodnią, stawiają jakąś agendę, to bardzo trudno jakiejkolwiek instytucji czy jakiemukolwiek państwu to zrównoważyć. Trudno cokolwiek w Europie robić przeciwko nawet samym Niemcom, a co dopiero temu tandemowi. To powoduje, że Komisja, nawet gdyby chciała, to nie za bardzo ma przestrzeń polityczną, żeby tutaj grać jakąkolwiek inną grę. Kryzys bardzo wyraźnie wzmocnił tę tendencję, a jednocześnie wzmacnia ją odejście od nicejskiego systemu głosowania na rzecz lizbońskiego i dodatkowo wyjście Wielkiej Brytanii, które jeszcze bardziej przesuwa tę arytmetykę głosowań w stronę Berlina i Paryża

– podkreśla prof. Grosse.

A trzeba sobie zdać sprawę z faktu, że Unia Europejska to przede wszystkim gra twardych i bezwzględnych interesów gospodarczych. Lobbyści nie pracują w Brukseli dla zabawy, tylko za ciężkie pieniądze. Ich zleceniodawcy po uchwaleniu przez Unię jakiegoś przepisu zarabiają znacznie więcej na europejskich konsumentach.

Trzy opcje

Poglądy co do przyszłości Unii Europejskiej można podzielić na trzy rodzaje. Niektórzy uważają, że Unia Europejska jest wspaniała i cacy w obecnym kształcie, jak socjalistyczni europosłowie czy politycy PO. Inni chcą ją reformować, jak PiS czy Wit Jedlička, prezydent Liberlandu.

– Unia Europejska koniecznie musi się zreformować. (…) Musimy podjąć konkretne kroki, aby przeprowadzić tę reformę, w przeciwnym razie członkostwo nie ma sensu. Chcemy znieść obowiązek przyjęcia euro, powstrzymać centralizację polityki imigracyjnej i azylowej, zasadniczo zmniejszyć biurokrację i jej koszty, przywrócić prawo weta w kluczowych kwestiach związanych z integracją i zmienić głosowanie plenarne w Parlamencie [Europejskim – przyp. TC], gdzie poszczególni posłowie często nie wiedzą, nad czym głosują

– powiedział prezydent Jedlička, który będzie kandydował do Parlamentu Europejskiego z ramienia czeskiej Partii Wolnych Obywateli (Svobodni).

Jeszcze inni, jak europoseł Michał Marusik czy europoseł Dobromir Sośnierz, są zdania, że Unii nie da się już zreformować i dlatego należy dążyć do polexitu.

– Pomysł reformy Unii to tylko szkodliwe mrzonki. Tego toksycznego związku naprawić się nie da. Wytworzyły się ośrodki władzy, które muszą działać tak, jak robią to teraz. To biurokracja z technokracją natrafiające na podatny grunt polityków, którzy przychodzą tam, by czymś zabłysnąć. Już w tej chwili ułożony jest plan sesji na rok 2020. Parlament nie został jeszcze wybrany, a już ktoś mu powiedział, jak będzie obradował. Wszystko przygotowane jest po to, by wyrobić normę. Przeciwstawienie się temu to walka nie do wygrania. Czekanie na zmiany może trwać dziesiątki lat, a w tym czasie to nie my reformujemy Unię, tylko Unia nas

– uważa europoseł Sośnierz.

Jego zdaniem Unia jest już trupem, zdegenerowanym klubem seniora kolonizowanym przez barbarzyńców, którzy nim pogardzają.

– Mamy stagnację gospodarczą, konflikty między krajami członkowskimi, kilka otwartych wojen między Unią a poszczególnymi rządami. Mamy bezprecedensowy spadek poparcia dla integracji i wizję utraty władzy przez rządzącą od zawsze koalicję "chadeków" z socjalistami. Mamy niegasnący kryzys migracyjny i demograficzny, paskudnie rozgrzebaną sytuację w krajach arabskich, wojny celne z USA i Chinami i stertę rezolucyj, z których nigdy nic nie wyniknęło oprócz rosnącej irytacji naszym ciągłym mędrkowaniem

– wylicza europoseł Sośnierz w podsumowaniu obecnej kadencji PE.

Centrum wolności na Białorusi?

Co ciekawe, z badania Pracowni Estymator, która przeprowadziła je na zlecenie europosła Sośnierza w listopadzie 2018 roku, 74,9 proc. badanych wyraziło sprzeciw wobec "dążenia do stworzenia z UE jednego państwa z władzą centralną, własnymi podatkami i armią, kosztem suwerenności państw narodowych tworzących dzisiaj Unię Europejską". Ale widać niekonsekwencję. Mimo że tak właśnie jest – bo jak słusznie twierdzi Geert Wilders, lider holenderskiej Partii Wolności, Unia Europejska staje się niedemokratycznym superpaństwem, którego celem jest "wymazanie państw narodowych" – to i tak większość Polaków popiera członkostwo Polski w UE.

Na dodatek, prof. Grosse zauważa, że błędem jest oparcie polityki imigracyjnej na tych tzw. uniwersalnych wartościach i prawach człowieka.

– Ona w pewnym sensie poniosła przynajmniej częściowo porażkę, a na pewno doprowadziła do bardzo silnych napięć i podziałów politycznych w Europie. Nie rozwiązuje problemów, a jednocześnie prowadzi do nowych problemów – do podziałów wewnątrz Europy. Zamiast trzymać się pewnej koncepcji różnorodności kulturowej, ale w ramach Europy i pewnej tradycji, spuścizny, historii państw europejskich, to wyraźnie odeszło się od tego w stronę wielokulturowości rozumianej jako proces kształtowania zupełnie innej Europy, takiej, która ma już niewiele wspólnego z wartościami europejskimi i samą tradycją europejską. To jest pewnego rodzaju koncepcja tworzenia nowej Unii, ale moim zdaniem albo jest kompletnie nietrafiona, albo jej implementacja przeżywa bardzo trudny i poważny kryzys. I trudno powiedzieć, czy ten kryzys jest okresowy, czy też wiedzie do jakiegoś upadku

– ocenia prof. Grosse.

Mimo że w 2003 roku Unia była bardziej strawna niż dzisiaj, już wtedy można było choć częściowo przewidzieć pewne kwestie. Dlatego w referendum akcesyjnym głosowałem przeciwko wejściu Polski do Unii, mimo panującego wówczas wielkiego entuzjazmu wśród ludu. Ale w efekcie nasilonej prounijnej propagandy, większość ludzi nie łączy wysokich cen paliw i energii elektrycznej, postępującej likwidacji górnictwa, hutnictwa, przemysłu cementowego i cukrownictwa, a także choćby nietrwałości mebli czy materiałów budowlanych z unijnymi (eko)regulacjami, a upadku handlu ze wschodem z unijnymi cłami i sankcjami. W tym kontekście błazenadą można nazwać wystąpienie w PE brytyjskiego europosła Richarda Ashwortha z Europejskiej Partii Ludowej, który biadolił nad brexitem. Mówił, że żaden brytyjski premier nie wyjaśnił Brytyjczykom, jakie są korzyści z przynależności Wielkiej Brytanii do UE. Dodał, że brytyjska prasa przez 20 lat prowadziła kampanię opartą na populistycznych kłamstwach, omijaniu prawdy i oszustwie. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. To UE uprawia niekończącą się propagandę i indoktrynację. I to za nasze pieniądze! Wystarczy spojrzeć na te tysiące propagandowych tablic informacyjnych na każdym rogu ulicy. Wystarczy posłuchać radia, telewizji i poczytać gazety. Trudno się opędzić od unijnych "materiałów promocyjnych".

Kto by pomyślał, że nie tylko tanie papierosy, ale też tradycyjne żarówki i termometry rtęciowe, a niedługo plastikowe sztućce czy torby foliowe trzeba będzie przemycać z Ukrainy i Białorusi? Kto w tym zakresie oferuje większą wolność? Bruksela czy Mińsk? A w 2003 roku straszono Polaków właśnie Białorusią. Tymczasem jak miecz Damoklesa wisi nad nami perspektywa rezygnacji ze złotówki na rzecz euro, co dobije finanse każdego polskiego gospodarstwa domowego, jak to stało się na Słowacji czy na Litwie. 

A pamiętajmy, że Unia Europejska to nie tylko gospodarka. Bruksela coraz bardziej wtrąca się w sprawy ideologiczne, mimo że nie ma do tego podstaw prawnych w unijnych traktatach. Nie tylko odrzucany jest Kościół, ale promowane są: aborcja, wypaczone prawa kobiet czy dewiacje seksualne. Ostatnio PE na program "Prawa i Wartości!" dla organizacji promujących "wartości unijne" przeznaczył 850 mln euro! To nic innego jak wsparcie z kieszeni unijnego podatnika dla opozycji wobec władz krajów członkowskich, które są w konflikcie z Brukselą. Nie do takiej Unii wchodziliśmy. 

Fot. Flickr © European Union 2014 - European Parliament

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor trzech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.