wtorek
| 19 listopada 2019

Konfederacja to zdecydowanie najbardziej niepożądana formacja, jaka wdarła się kiedykolwiek na postpeerelowską scenę polityczną. Wszystkie cztery partie okrągłostołowe są do niej dalece wrogo nastawione. Po pierwsze dlatego, że nie jest socjaldemokracją, po drugie – z powodu silnego konserwatyzmu. Ten ostatni, szczególnie nie leży rewolucjonistom, którzy także wprowadzili reprezentację do Sejmu i woleliby, żeby w tresowaniu Polaków do "postępu" nie przeszkadzał "ciemnogród" jeszcze gorszy niż PiS. Chłopak Biedronia poseł-elekt Śmiszek zaproponował zatem "kordon sanitarny wokół Konfederacji, bo to wypadek przy pracy".

Nadzieje i troski

"Kto nas zdradził, kto oszukał, komu zabijemy wnuka?" – pyta Sidney Polak w piosence "Chorwat". Na pewno nie zdradzili wyborcy, ponieważ po głosowaniu każdy z pięciu ogólnopolskich komitetów dziękował za zwycięstwo. Jacyś zdrajcy i winowajcy na pewno się jednak znajdą. Jak po każdych wyborach trwają więc przygotowania do rozliczeń i układanki między bossami partii oraz liczących się frakcji. Jarosław Kaczyński usiłuje zwerbować kilku senatorów, co znowuż bulwersuje polityków PO. Niektórzy gotowi nawet rzucać klątwy – jak wzburzony pytaniem dziennikarza o ewentualne transfery z obozu anty-PiS do kaczystów Jacek Fedorowicz.

Po ogłoszeniu wyników wyborów wiele rodzin odetchnęło z ulgą. Wszystko dlatego, że PSL jednak przekroczyło próg i ramię w ramię z Pawłem Kukizem będzie mogło walczyć z systemem. Udany pijarowo występ w głównych przedwyborczych debatach oraz zaskakująco wysoki wynik koalicji systemowo-antysystemowej sprawił, że prezes Kosiniak-Kamysz nabrał wiatru w żagle i chyba dopiero się rozkręca. Wajchowi opozycji totalnej jeszcze nie wskazali czy do walki o fotel prezydencki wystawią dotychczasową front-girl Kidawę-Błońską, czy kogoś innego, a hardy szef ludowców już zaproponował prawybory i wezwał potencjalnych konkurentów do debaty.

Najmocniej rozochocona wydaje się jednak być PZPR-owska awangarda, wzbogacona o dwie frakcje postępowo-rewolucyjne. Towarzysz Zandberg cieszy się trzecim najlepszym wynikiem w kraju, zaś znany z predyspozycji wokalnych poseł-elekt Gawkowski, któremu "Międzynarodówka" jest równie bliska jak wodzowi partii Razem, zapowiedział, że na samym początku kadencji Lewica złoży projekt ustawy zakładającej legalizację "małżeństw" homoseksualnych. Z kolei lajfpartner Biedronia, poseł Śmiszek, również miłośnik tolerancji (niestety represywnej Herberta Marcusego), który zapowiadał wtrącenie "homofobów" do lochów, teraz chce stworzyć "kordon sanitarny" wokół Konfederacji. Widać, że tak ciągot faszystowskich, jak i elementów cyrkowych w IX kadencji nie zabraknie, ale generalnie rzecz biorąc wesoło nie jest. Doświadczenie starych, wysłużonych Dyduchów i Senyszynów, w połączeniu z wigorem młodych, ideowych, rwących się do rewolucji tu i teraz tęczystów-genderystów, to mieszanka na dłuższą metę szczególnie dla Polski niebezpieczna.

Zjednoczenie marksistów pod szyldem wypchniętego z Koalicji Europejskiej przez Grześka Schetynę SLD, dodatkowo uderzyło w Platformę, która choć pogodzona z tym, że główne miejsce przy korycie centralnym jest poza zasięgiem, liczyła na wynik co najmniej 30 proc. Charyzmatyczny lider PO solidnie się napracował, żeby na "kozła ofiarnego" nikt nie musiał go sztucznie podrasować. Teraz być może zostanie odsunięty, a nowego przewodniczącego partii góra wyłoni z coraz węższej ławki rezerwowych. Rozgrzewkę pośpiesznie rozpoczął pan Budka, pani Mucha i kilka innych osobistości. Chyba, że Schetyna dostanie jeszcze jedną szansę, i to on pogoni Boryska.

Z kolei w obozie socjaldemokracji sanacyjnej, mimo imponującego zwycięstwa – 8 milionów głosów – , zapanował ogromny niedosyt. "Zasługiwaliśmy na więcej" – mówił po ogłoszeniu wyników Naczelnik Państwa, który ma powody do zmartwień. Niewielka większość w Sejmie, brak większości w Senacie, silna pozycja partii satelickich i przepychanki poszczególnych frakcji. Nie udało się wyeliminować PSL-u. I to, co interesuje nas w tym wpisie – przełamanie przez Konfederację prawej flanki PiS-u, oznaczające koniec monopolu jedynie słusznej partii na „prawicowość”.

Drużyna Konfederacji

Konfederacja – przypomnijmy – w swoich debiutanckich wyborach, z wynikiem 621 tys. głosów nie zdołała przekroczyć progu i wprowadzić swoich przedstawicieli do Europarlamentu. Tym razem na 6,8 proc. złożyło się 1,2 miliona prawoskrętnych wyborców. To najwyższy wynik prawicowej formacji w historii III RP. Ponadto, dobry prognostyk na przyszłość stanowi poparcie na poziomie 20 proc. wśród wyborców poniżej 30 roku życia. Po nieudanych eurowyborach wielu obawiało się dezintegracji. Niejeden też kibicował, żeby wolnościowcy i narodowcy podziękowali sobie za współpracę, zacierając ręce gdy odchodzili: Liroy, Jakubiak i Godek. Można dyskutować, czy ta secesja skutkowała dla Konfederacji zrzuceniem balastu czy uszczupleniem potencjału. To jednak mało istotny w obecnej sytuacji temat. Trzon koalicji, jak wiadomo, od samego początku stanowiły bowiem dwa nurty ideowej prawicy: partia KORWiN i Ruch Narodowy. Sojusznicy nie tylko się nie rozeszli, ale założyli wspólną partię, przeprowadzili profesjonalną, skuteczną kampanię i wprowadzili do Sejmu swoich reprezentantów. Nie dali się zdusić w zarodku, pokazali, że ostatecznie odpadł syndrom "straconego głosu". Konfederacja przetrwała i oby – zgodnie z zapowiedziami jej przedstawicieli i oczywistą koniecznością współdziałania – tak pozostało.

To tylko 11 posłów – przypominają pisowscy propagandyści. Fakt, ale mimo to, wejście do Sejmu Konfederacji rysuje bezprecedensową sytuację na polskiej scenie politycznej. Wprawdzie poszczególni konserwatywni liberałowie oraz narodowcy sprawowali już sejmowe mandaty, lecz do tej pory – z ramienia ugrupowań rywalizujących między sobą ideologicznie i programowo o głosy prawicowego elektoratu. Tym razem będą grać na Wiejskiej w jednej drużynie. Po za tym, jak słusznie powiedział Witold Gadowski: "To jest 11 rewolwerowców, którzy będą stwarzać nam energię i ruch za 100 posłów, ponieważ 11 rewolwerowców może zrobić więcej niż stado 200-300 baranów".

W starciu z medialnym Matrixem

Kolejna dobra zmiana polega na tym, że prawica wreszcie uzyska dostęp do mediów głównego nurtu. W trakcie kampanii wyborczej TVP i TVN stanowiące rdzeń medialnego Matrixa, standardowo utrzymały na wysokim poziomie rozhuśtania emocje "Suwerena", zapewniając jednocześnie odpowiednią selekcję informacji. Zgodnie ze stałym schematem, polegającym na niedopuszczeniu do tego, żeby do widzów telewizji dotarł przekaz w wyniku, którego mogą doznać jakiejś deziluzji, zarówno media rządowe, jak i opozycyjne, lojalnie nałożyły na niezatwierdzone ugrupowanie całkowitą cenzurę. Dla demonicznych "radykałów" postulujących liberalizm ekonomiczny i ideę narodową, nie ma miejsca w uporządkowanym schemacie pookrągłostołowej wojenki plemiennej. Konfederacja, podobnie jak w poprzednich wyborach, była jedynym komitetem, który nie miał możliwości zaprezentowania się w mainstreamie, natomiast niemal każda wzmianka na jej temat zawierała mniejsze lub większe przekłamanie, bądź dyżurne oskarżenia o faszyzm, rasizm, antysemityzm czy jakąś fobię. Był też klasyczny zestaw – od "populistów" przez "prorosyjskość", po mityczną "ruską agenturę". Już w poprzedniej kampanii redaktor Sakiewicz dla którego każdy, kto w jego rozumieniu nie jest z lewicy, a jednocześnie nie realizuje interesów PiS-u, jest putinistą, zdekonspirował dodatkowo konfederatów jako "postmoczarowców w służbie lewactwa". Narrację tą podtrzymano, a skoro jakichkolwiek dowodów, ani przesłanek przemawiających za tego typu teoriami jak zwykle nie było, to medialni żołnierze PiS-u odgrzebali wyrwaną z kontekstu wypowiedź Korwina sprzed dwóch lat o sojuszu z Rosją. Następnie próbowali wmówić telewidzom, że Korwin pójdzie z Platformą, aż w końcu zdesperowany niepokojącymi sondażami Sakiewicz zaapelował na łamach "Gazety Polskiej" do Konfederacji i Kukiza, żeby wycofali się z wyborów i nie marnowali głosów.

Należy odnotować, że pod koniec kampanii znakomicie przygotowani merytorycznie przedstawiciele Konfederacji mogli wystąpić w debatach organizowanych przez mniejsze stacje, np. Polsat News, czy RMF FM. Ponadto, na finiszu PO i TVN wykalkulowały, że muszą zagrać na wariant pięciu komitetów nad progiem, żeby zablokować większość dla PiS, przez co TVN zmienił swoim funkcjonariuszom cenzorskie wytyczne w odniesieniu do prawicowej koalicji i na oczach całego lemingradu w stacji nastąpił chwilowy cud pluralizmu.

Trwa dyskusja, czy taktyka przemilczania zastosowana przez media "publiczne" wierne obecnej władzy, w istocie zaszkodziła czy wręcz przeciwnie – pomogła "antysystemowej" formacji. Tak czy inaczej, Konfederacja wygrała w sądzie 4 sprawy w trybie wyborczym przeciwko telewizji rządowej. W sobotę, dzień przed głosowaniem, już w trakcie ciszy wyborczej TVP decyzją sądu miała obowiązek opublikować przeprosiny, sprostowania i pokazać 6 sondaży, dających przekroczenie progu wyborczego Konfederacji. Prawomocny wyrok sądu został zignorowany. Wygląda jednak na to, że po 13 października sytuacja zaczyna ulegać zmianie. Politycy Konfederacji już zaczęli być zapraszani do głównych mediów. "Po wyborach w TVP i TVN pojawiły się rzetelne informacje o Konfederacji. Nikt jeszcze nie wie, z jakiego klucza śpiewać, kto będzie teraz faszystą i ruską onucą" – powiedział Dobromir Sośnierz.

Naprzeciwko partii okrągłostołowych

Cztery okrągłostołowe partie: PiS, PO, SLD i PSL, pod zmieniającymi się szyldami, i zmieniając się nawzajem, łupią Polaków z ciężko zarobionych pieniędzy od 89 r., a niektóre dużo dłużej. Nie ma pomiędzy nimi żadnych zasadniczych różnic w podejściu do ustroju państwa. Oczywiście są inne kierunki polityki, ale w ramach zachowania pryncypiów socjalistycznych i demokratycznych (choć z tymi drugimi totalni mają coraz większe problemy). W przeciwieństwie do trójki stronnictw wywodzących się z lewicy laickiej i PZPR-owskiej nomenklatury, patriotyczny obóz "dobrej zmiany" oprócz interesów partyjnych, stara się realizować również interesy polskie. Robi to zgodnie ze swoim programem i metodami, które uznaje za słuszne – lecz czy naprawdę wierzy w ich skuteczność, można mieć poważne wątpliwości. Natomiast – jeżeli nie ulegniemy zalewającej nas polityczno-medialnej demagogii i spojrzymy na rzecz uczciwie – to nie da się ukryć, że w spojrzeniu na ustrój ekonomiczny panuje między czterema okrągłostołowymi partiami całkowita zgodność. Wszystkie interesują się cudzą własnością w sposób zdecydowanie nadmierny. Wszystkie prowadzą politykę zgodnie z socjalistycznym dogmatem mówiącym, że jeden człowiek ma prawo do pieniędzy drugiego człowieka. Jacek Wilk – którego niestety zabraknie w Sejmie – nazwał to "polityką KEFIR" – kolektywizm, etatyzm, fiskalizm, interwencjonizm, redystrybucja. PiS masową redystrybucję może nazywać "przywracaniem godności", nadając słowu "godność" nowe znaczenie. Tak jak może sprzedawać kit o programie "polskiej wersji państwa dobrobytu", który w rzeczywistości nie wzoruje się na społecznej gospodarce rynkowej powojennych Niemiec, tylko rozbudowuje moloch "państwa opiekuńczego" – będącego jedynie kosztownym złudzeniem. Partia Razem proponuje z kolei skandynawski model "państwa dobrobytu". W zakresie gospodarki jedynie Konfederacja będzie prezentować w Sejmie antysocjalistyczny punkt widzenia.

Konfederacja to zdecydowanie najbardziej niepożądana i niewygodna dla okrągłostołowców partia, jaka pojawia się w 30-letnim okresie istnienia III RP. Jeszcze bardziej gorsząca salony niż ZChN, LPR. Trudniejsza do zwalczania niż KORWiN i Ruch Narodowy działające osobno. Wprowadzenie reprezentacji do Sejmu oficjalnie już stawia Konfederację w pozycji wroga publicznego zabetonowanego układu, do którego żadne niekoncesjonowane środowisko nie miało być dopuszczone. Liberałowie i narodowcy uwierali establishment od dawna, ale dopiero teraz wyraźnie poszerzy się pole ich oddziaływania. Status opozycji parlamentarnej, 6,8 mln subwencji, która przyśpieszy profesjonalizację partii i przełoży się na powiększenie struktur, dostęp (prawdopodobnie) do TVP i TVN. Zaczyna się nowy rozdział w historii polskiej prawicy. Konfederacja – jak każde wyraziste, ideowe środowisko – naturalnie jest narażona na rozłam, a jeśli jej znaczenie będzie rosło, to jakieś napięcia i konflikty zapewne wystąpią. Wiele jednak wskazuje na to, że Winnicki, Braun i wbrew pewnym pozorom JKM, doskonale wiedzą, że są na siebie "skazani" i zawarli taktyczny sojusz na długie lata - czego Polsce życzę.

"My realnie jesteśmy naprzeciwko całej tej okrągłostołowej klasy politycznej. Żaden z liderów partii sejmowych nie może nam zaoferować nic ciekawego, bo my chcemy poszerzać bazę wyborców Konfederacji, by za cztery lata mieć nie jedenastu, a pięćdziesięciu posłów i realnie wpływać na politykę. Dziś w Sejmie na sali plenarnej panuje atmosfera wiecu, gdzie najbardziej oklaskiwana jest tania demagogia" – przekonuje Krzysztof Bosak. O wysoki poziom merytoryczny i pragmatykę 11 konfederatów jestem całkowicie spokojny.

Fot. FB Konfederacja/Agnieszka Radzik 

Opublikował:
Grzegorz Grzymowicz
Author: Grzegorz Grzymowicz
O Autorze
Absolwent prawa UWM w Olsztynie. Autor na portalach wSensie i Publicystyczny
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.