niedziela
| 15 grudnia 2019

Mimo oficjalnego istnienia wspólnego unijnego rynku polskie firmy są regularnie i systemowo dyskryminowane przez zachodnią konkurencję i tamtejsze administracje.

Firma Fakro, nowosądecki producent okien dachowych, od kilkunastu lat zmaga się z nieuczciwymi działaniami konkurencji – duńskiej firmy Velux, potentata w tej branży na europejskim rynku. Polska firma zarzuca konkurentowi, że ten szkodzi jej interesom, utrudnia rozwój, sieje czarny PR i stosuje dumpingowe ceny. 

– Do 2004 roku, zanim weszliśmy do UE, Fakro rozwijało się bardzo dynamicznie. Gdy weszliśmy do UE, Velux przez swoje nieuczciwe działania praktycznie zablokował nasz dalszy rozwój, jeśli chodzi o okna dachowe – mówił w 2018 roku w rozmowie z wnp.pl Ryszard Florek, prezes Fakro. – Zamiast korzystać z dobrodziejstw UE, dostajemy od niej w łeb – podkreślił.

Blokada dostępu do rynku

W związku z tym w 2006 roku Fakro złożyło zawiadomienie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów ws. nadużywania pozycji dominującej przez Velux. Urząd w toku postępowania z uwagi na szeroki europejski zakres rynku okien dachowych podjął decyzję o przekazaniu sprawy do Komisji Europejskiej. Jednak w 2009 roku Komisja zamknęła postępowanie z urzędu, nie podejmując merytorycznego rozstrzygnięcia. W 2012 roku Fakro złożyło własną skargę do Komisji, przedstawiając ponad 400 dowodów. Komisja Europejska po sześciu(!) latach podjęła decyzję, że nie zamierza prowadzić postępowania i po raz kolejny nie odniosła się merytorycznie do stawianych duńskiej firmie zarzutów. Decyzja Komisji nie jest prawomocna. Fakro odwołało się od niej do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Postępowanie trwa. Na wiosnę 2019 roku zakończyła się faza pisemna postępowania – strony przedstawiły swoje stanowiska. Fakro zawnioskowało o przeprowadzenie rozprawy w postępowaniu, jeszcze nie zostało wydane rozstrzygnięcie w tym zakresie. Ostatnia informacja z Sądu pochodzi z lipca 2019 roku i dotyczy zmiany składu sędziowskiego rozstrzygającego sprawę. Standardowy termin od wniesienia skargi do Sądu do wydania wyroku wynosi przeważnie ponad dwa lata. 

– Niepodjęcie sprawy przez Komisję daje nam także możliwość występowania z wieloma nieuczciwymi działaniami do krajowych sądów i organów ochrony konkurencji w poszczególnych krajach i zapewne będziemy to robić – mówi Anna Korczyk, specjalista ds. public relations w Fakro.

Niestety, sprawa Fakro nie jest jedyną, w której polskie firmy mają problemy z powodu dyskryminacji czy to ze strony konkurencji, organów Unii Europejskiej czy też lokalnej administracji. Niemieccy urzędnicy blokowali wejście na rynek produkowanych przez Ursusa traktorów poprzez obowiązek dostarczenia dodatkowych i trudnych w uzyskaniu certyfikatów. Firma musiała rejestrować je w Polsce i eksportować jako używane. W rezultacie cena ciągnika była niższa, a przez to firma zarabiała mniej. 

– W Niemczech czy innych krajach Europy Zachodniej, urzędnicy blokują wejście na rynek gracza z Polski, żądając dodatkowych certyfikatów – mówił w 2016 roku w programie #dziejesienazywo Karol Zarajczyk, prezes Ursusa.

Bydgoska Pesa musiała się zmagać z wieloletnimi badaniami i testami, by uzyskać homologację Niemieckiego Urzędu Kolejowego. W rezultacie, w 2015 roku niemieckie koleje regionalne rozwiązały kontrakt o wartości 140 mln zł na dostawę pociągów. Z kolei jedna z polskich firm miała w Niemczech kłopoty ze sprzedażą swojego popularnego produktu chemii gospodarczej. Konkurencja zza Odry doprowadziła do tego, że strona niemiecka miała ją szantażować, że jeśli nie wycofa się z niemieckiego rynku, to jej produkty zostaną usunięte z niemieckich hipermarketów w Polsce. W efekcie sami polscy producenci zrezygnowali, obawiając się niemieckiego kapitału. Z kolei Francja, Niemcy, Włochy, Austria, Belgia, Dania, Luksemburg, Szwecja i Norwegia utworzyły tzw. sojusz drogowy na rzecz wspierania własnych firm kosztem zagranicznej (głównie polskiej) konkurencji. 

– Cztery lata temu próbowałem sprzedawać w Niemczech latarki. Od razu dostałem karę 700 euro za rzekomy brak europejskiego certyfikatu. Kiedy jednak ten certyfikat pokazałem, oznajmiono mi w piśmie, że anulują mi tę karę pod warunkiem… że wycofam się z niemieckiego rynku – opowiada Józef Białek, właściciel firmy Wektory z Wrocławia. – Dostęp do niemieckiego rynku blokowany jest przez izby handlowe i państwowe urzędy kontroli handlowej – dodaje.

Podobnie jest we Francji.

– W przypadku większych przedsiębiorstw Francuzi zmieniają normy na takie, które niekoniecznie ktokolwiek jest w stanie spełnić spoza ich firm, bo np. tylko ich firmy dysponują jakąś technologią, której nikt inny nie ma – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Blokowany jest nawet udział polskich firm w targach branżowych. We Włoszech funkcjonuje nieprzejrzysty dobór firm, które mogą wystawiać się na targach meblarskich. 

– Zapytałem pracownika PARP, dlaczego tyle imprez dla branży IT wspierają na drugim końcu świata, np. w Brazylii czy Japonii, a tak mało w Unii Europejskiej. Odpowiedział nieoficjalnie, że Niemcy zaczęli się na szczeblu dyplomatycznym denerwować, że nie po to idą do nas dotacje unijne, by z ich pomocą promować polskie firmy w Niemczech – mówi anonimowo przedstawiciel firmy z branży nowoczesnych technologii. – Przecież to zupełnie bez sensu. Czy jak chodzisz w góry, to od razu na Rysy? Najpierw firmy powinny się rozwijać w Polsce i UE, a dopiero potem Brazylia, Oman itd. – zaznacza.

Ciągle będziemy robić dla Niemca

Poseł Tomasz Rzymkowski z PiS podkreśla, że Niemcy próbują różnymi działaniami chronić swoich producentów przed zagraniczną konkurencją. 

– Niektóre podmioty są ograniczane i promowane są produkty czy usługi serwowane wyłącznie przez producentów swoich, narodowych, w tym przypadku niemieckich. Ale jeszcze większy szowinizm widać w gospodarce francuskiej, w zachowaniu francuskich polityków czy w ogóle wielu branż, które wyłącznie wspierają swoich. Ale to jest norma w państwach starej UE – mówi poseł Rzymkowski, sugerując polskim firmom, by informowały o procederze właściwe organy w poszczególnych państwach Unii czy na poziomie unijnym, które zajmują się zwalczaniem praktyk monopolistycznych.

W Czechach kontrole sanitarne Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych miały na celu zablokowanie eksportu polskich produktów rolnych. Aktualny premier Czech Andrej Babiš, kilka lat temu jako właściciel największego koncernu spożywczego w kraju – Agrofert, krytycznie wypowiadał się o polskiej żywności i próbował blokować jej import. Nie lepiej sprawa wygląda w krajach skandynawskich. W Danii kontrole urzędu skarbowego czy inspekcji pracy sprowadzały się do tego, by zmusić duńskiego zleceniodawcę do rezygnacji ze współpracy z polską firmą. "Pakiet działań restrykcyjnych jest powtarzalny. Podwyższona częstotliwość kontroli sanitarnych, kampanie prasowe o negatywnym wydźwięku oraz wymóg posiadania dodatkowych certyfikatów" – podaje raport Warsaw Enterprise Institute z 2018 roku pt. "Bariery i utrudnienia dla polskich firm w Unii Europejskiej". 

– Papierkiem lakmusowym było to, jak w praktyce wygląda unijna swoboda przepływu usług w wykonaniu skandynawskim. Duńczycy przejmowali konkurencję w Polsce, tak jak Grundfos [duński producent pomp – przyp. TC] czy Danfoss [duński wytwórca produktów używanych w chłodnictwie i ogrzewaniu – przyp. TC], natomiast bardzo aktywnie bronili się przed jakimkolwiek importem z Polski – mówi anonimowo znawca tego rynku. – Nie jesteśmy traktowani do końca jako partnerzy w ramach Unii, tylko bardziej jako rynki zbytu towarów z Europy Zachodniej – ocenia.

Rzeczywiście, jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego z marca br. pt. "Gospodarczy protekcjonizm w Unii Europejskiej", siedem pierwszych miejsc wśród państw z największą liczbą unijnych postępowań związanych z naruszeniami wspólnego rynku 1 grudnia 2017 roku zajmowały kraje tzw. starej Unii: Hiszpania, Niemcy, Włochy, Portugalia, Belgia, Grecja i Francja. Dochodzi do tego, że na niektórych rynkach łatwiej jest polskim firmom działać pod obcą marką czy będąc wyłącznie anonimowym podwykonawcą, który zwykle musi zadowolić się niższą marżą. "Polskie meble, turbiny, części samochodowe, rodzime przetwory czy elektronika cieszą się popularnością w Europie Zachodniej tak długo, jak długo godzą się występować pod obcą marką i odstępować znaczną część marży obcym firmom" – czytamy w raporcie WEI. A raport Fundacji Republikańskiej pt. "Bariery dla polskich przedsiębiorców działających na rynkach Unii Europejskiej" z października br. wyjaśnia, że "istniejące bariery są o tyle istotne, że nie pozwalają na zwiększenie marżowości polskich przedsiębiorstw działających na rynkach zagranicznych". 

– Bronią sobie swojego, ale w ten sposób to my ich nigdy nie dogonimy, jeśli ciągle będziemy robić dla Niemca… – gorzko komentuje cytowany przedsiębiorca.

Przykład Węgier

Wygląda na to, że kraje zachodnie robią, co chcą, by chronić miejscowy biznes, dyskryminując jednocześnie firmy z naszej części Europy, a polskie władze nie chcą nikogo urazić. "Artykuł ma zbyt ostry wydźwięk. Wzmianki o wykańczaniu konkurencji w kontekście strategicznego partnerstwa energetycznego Polski i Danii to nie jest dobry moment na tego typu tekst" – napisał mi jeden z urzędników.

Zdaniem prezesa Kaźmierczaka, polska administracja nie jest w stanie wywierać wpływu politycznego, bo się boi. Nie bierze przykładu z Węgier. Prezes Kaźmierczak przypomina, że kiedy premier Austrii spytał premiera Wiktora Orbana, kiedy austriackie firmy będą mogły budować drogi na Węgrzech, ten odpowiedział mu, że wtedy, gdy węgierskie firmy będą mogły budować drogi w Austrii. A w Polsce jest to jednostronne. 

– Moja sąsiadka ma fabrykę domów we Francji. Ma olbrzymie trudności. Musi najróżniejsze triki stosować, bo ma ciągłe najazdy różnych inspekcji. Ma to charakter wyłącznie zwalczania konkurencji. Robią to, bo mogą, bo my nie stosujemy żadnych retorsji – mówi prezes Kaźmierczak.  –Dyrektywa usługowa nie działa – dodaje.

Czy polska administracja, działając na rzecz naszych firm, obawia się odstraszenia zagranicznych koncernów? Czy boi się, by Polska nie dostała łatki "dzikiego kraju", co nie spodobałoby się zachodnim inwestorom? Bo uderzenie w nieuczciwe praktyki jakiejś zachodniej sieci, która uzyskała pozycję dominującą na rynku rozniosłoby famę, że Polska nie dorosła do wolnego rynku? Obrona polskiego rynku w sensie uczciwej konkurencji polegającej na wzajemnej dostępności rynków powinna być rzeczą oczywistą dla polskich władz. Jak się nie postawi na swoim, jak się nie broni swoich interesów, to potem nikt takiego kraju nie szanuje. Rosja czy Izrael działają w przeciwny sposób i cały świat czuje wobec nich respekt większy niż na to zasługują. Skoro Bruksela może wymuszać na Polsce każdą głupotę, łącznie z unijnym pakietem energetyczno-klimatycznym czy w kwestii wymiaru sprawiedliwości albo tak banalnej sprawy, jak Puszcza Białowieska, to cóż mówić o innych sprawach. Trzeba słuchać mądrzejszych, to się słucha. A że ze szkodą dla własnego kraju? Któż to zrozumie?! Na pewno nie wyborcy przy kolejnych wyborach.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Tomasz Cukiernik
Author: Tomasz Cukiernik
O Autorze
Z wykształcenia prawnik i ekonomista, z wykonywanego zawodu – publicysta i komentator gospodarczy, a z zamiłowania – podróżnik. Autor czterech książek (m.in. „Dziesięć lat w Unii” i „Socjalizm według Unii”) oraz około tysiąca artykułów opublikowanych w polskiej prasie i Internecie.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.