niedziela
| 15 grudnia 2019

Abraham Yehoshua, izraelski pisarz, pisał w jednym ze swoich dzieł: "W pewnym tragicznym sensie, antysemityzm stał się najważniejszym i najbardziej naturalnym składnikiem krystalizującym żydowską osobowość. Do tego stopnia, że dla wielu Żydów, brak antysemityzmu w ich otoczeniu wydaje się czymś podejrzanym i nienaturalnym. Już nie mówiąc o tym, jak podejrzany wydaje im się filosemityzm". Wtóruje mu urodzony w Leningradzie rabin Belinsky, który naucza: "Przez całe wieki Żydzi trzymali się razem, żeby przetrwać antysemityzm. Nawet ci, którzy nie w pełni identyfikowali się ze swoim żydowskim dziedzictwem, wciąż trzymali się blisko innych Żydów, żeby uniknąć nieszczęścia. Nasza wspólna, żydowska przynależność często była determinowana przez wspólne cierpienie. A jeśli kiedykolwiek zapominaliśmy, że jesteśmy Żydami, choćby przez sekundę – antysemici przypominali nam o tym bardzo szybko. Obecnie, na szczęście, dzięki Bogu – tam gdzie żyjemy, większość z nas nie doświadcza takiego poziomu antysemickiego prześladowania, jak nasi przodkowie. Zauważamy też jednak bardzo wysoki poziom asymilacji, wtapiania się w inne społeczeństwa. Czy to oznacza, że potrzebujemy antysemityzmu, aby pozostać Żydami?" – zastanawia się rabin. I w dalszej części swego wywodu nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

To fragmenty książki izraelskiego polityka, Avrahama Burga. Tytuł: "Holokaust się skończył, musimy powstać z jego popiołów". "Pan D. jest biznesmenem po 50-tce, który odnosi niesamowite sukcesy. Urodził się w Izraelu. Jakiś czas temu próbowaliśmy umówić się na spotkanie, ale ciągle coś nie pasowało, kolejne terminy były odwoływane. Pewnego razu poinformował, że wyrusza w podróż biznesową do Polski, więc możemy spotkać się za kilka tygodni, po jego powrocie. Ale po kilku dniach dostaję nagle telefon od jego sekretarki, że jest już dostępny i możemy się spotkać. Spotkaliśmy się jeszcze tego samego dnia, i od razu zapytałem, co takiego się wydarzyło, że tak radykalnie skrócił swoją wizytę w Polsce. "Nie byłem w stanie dłużej tego wytrzymać" – odparł. "Wszystko do mnie wróciło. Wylądowałem w Warszawie, było zimno i padał śnieg. Tego samego dnia ruszyliśmy w głąb Polski, żeby sprawdzić kilka możliwości biznesowych, które mi zaoferowano. Zaśnieżone niziny oślepiały mnie. Zmarzłem do kości, a jedyne co widzieliśmy w czasie podróży, to lasy brzozowe i krzewy. Spędziliśmy noc w jednym z takich miejsc, a następnie ruszyliśmy w dalszą podróż pociągiem. Ta podróż nie miała końca. Koła hałasowały, wagony się trzęsły, a sprzedający bilety konduktor był agresywny. Potem jeszcze nagła kontrola biletów (skandal! – dop. RP). Po prostu nie mogłem tego dłużej wytrzymać. Polskie pociągi to dla mnie zbyt wiele. Wszystko do mnie wróciło. Następnego dnia wskoczyłem w pierwszy samolot i wróciłem do domu".

Tu moja dygresja. Jeśli ktoś jest biznesmenem osiągającym oszałamiające sukcesy w świecie finansów, to... dlaczego telepie się po Polsce pociągami? Czemu sobie nie wsiadł w samolot, albo nie wynajął taksówki, że już o limuzynie nie wspomnę...? I drugie pytanie – co może mieć na myśli biznesmen z Izraela, mówiąc po wizycie w Polsce, że "wszystko do niego wróciło"...? To oczywiste, że jest tylko jedna logiczna interpretacja jego słów: wróciło do mnie wszystko, czyli wróciły do mnie obrazy holokaustu. Obraz zagłady i traumy, którą albo przeżyłem osobiście, albo odziedziczyłem w genach po najbliższych. Tymczasem zobaczmy co dalej opisuje Burg w swojej książce: "Wieczorem zadzwoniłem do niego jeszcze raz, z domu. "Powiedz mi, skąd pochodzą twoi rodzice?" – zapytałem. Odparł, że... "Z IRAKU". Zacząłem się zastanawiać: "Jak to możliwe, że wszystko do niego wróciło, skoro ani on, ani jego rodzice, nigdy tu nie byli...? Czyżby i jego pokonał Hitler? To był dla mnie kolejny dowód na to, że Żydzi z Bliskiego Wschodu przejęli od Izraela męczeńską narrację". Ten sam Avraham Burg pisał też w innym miejscu: "Załóżmy, że pewnego dnia zapanuje pokój; wówczas Żydzi i mieszkańcy Izraela będą musieli zapytać samych siebie: Czy możemy jako Żydzi przetrwać bez wroga? Czy możemy przetrwać bez Hitlera, który definiuje dla nas, kim jesteśmy? W bardzo krótkim czasie nie będziemy już w stanie uciekać przed odpowiedzią na pytanie: Czy jesteśmy w stanie przedłużyć naszą egzystencję bez nienawiści ze strony innych? Czy naprawdę potrzebujemy zewnętrznego antysemityzmu, by definiował naszą odrębną tożsamość?".

W Winnipeg kilka miesięcy temu żydowscy właściciele kawiarni upozorowali antysemicki atak na swój lokal. Namalowali swastyki i wypisali antysemickie hasła, żeby wzmóc psychozę antysemityzmu. W Stanach pewien Żyd, Andre King, namalował sprayem trzy swastyki na swoim domu i wezwał policję, żeby poinformować, że padł ofiarą antysemickiego wandalizmu. Wam też się to kojarzy z psem, który warczy na swoją własną, tylną łapę, i atakuje ją? Do takich sytuacji dochodzi zresztą od lat – w 1989 aresztowano Żyda Jamesa Oppenheima, przewodniczącego organizacji studenckiej, którego oskarżono o to, że sam nabazgrał antysemickie hasła. Sprawa nie została wyjaśniona, a podejrzanego uniewinniono z braku dowodów. Pewnego dnia żydowski dentysta, Sheldon Jacobson, z przerażeniem zauważył na swoim trawniku gigantyczną, płonącą swastykę. Przyjechała policja, media zrobiły aferę o powrocie nazistowskich i antysemickich demonów, i tak dalej. Efekt śledztwa? Swastykę zmajstrował sąsiad Jacobsona – Douglas Kahn. Z pochodzenia... ŻYD. Motyw? Pies dentysty nasrał Kahnowi na jego trawnik.

Na cmentarzu żydowskim w Mapleton znaleziono przewrócone nagrobki – od razu, nie czekając na żadne ustalenia, podniesiono oczywiście jazgot o antysemickim wandalizmie i o konieczności radykalnego przeciwdziałania mu. Gdyby jednak te oburzone środowiska polityczne zaczekały chwilę dłużej lub chociaż gdyby udawały, że interesuje ich prawda – zrozumiałyby, że protestują przeciw... grawitacji. Bo zarządca cmentarza wydał oświadczenie: "Politycy pospieszyli się z osądem, że doszło do wandalizmu. Gdyby skontaktowali się z nami i poczekali przed zwoływaniem swoich konferencji, bez trudu wytłumaczylibyśmy im co się naprawdę wydarzyło. Niektóre ze starych nagrobków z wiekiem stały się niestabilne i po prostu runęły (być może pod wpływem wichury – dop. RP). To nie ma nic wspólnego z wandalizmem". Podobnego zdania był badający sprawę detektyw: "Nie ma żadnych dowodów na to, że to był akt wandalizmu. Wygląda na to, że to po prostu efekt długoterminowego zaniedbania tych nagrobków". No ale na prawdzie i grawitacji nie da się zrobić nagonki i kampanii przeciw antysemityzmowi. Chyba, że o antysemityzm oskarżymy samą grawitację. W swojej książce "Pokaż mi bohatera", Lisa Belkin opisuje historię Żydówki Laurie Recht, lokalnej celebrytki, którą "New York Times" – za jej walkę z rasizmem i antysemityzmem – ogłosił bohaterką. Sława najwyraźniej jej nie pomogła, bo w kolejnych kilku miesiącach Recht zgłosiła na policję 24 sprawy – grożono jej telefonicznie, ktoś miał grozić, że zdetonuje bombę w jej domu, a na jej drzwiach namalowano swastykę. Obrzydlistwo. Antysemicka policja jednak nabrała antysemickich podejrzeń – założyła więc podsłuch na jej telefonie, i umieściła kamerę naprzeciw jej mieszkania. Po kolejnym telefonie na policję, w którym Laurie Recht zgłosiła 3 telefony z pogróżkami, sprawdzono dokładnie taśmy z nagraniem jej rozmów, i okazało się, że... nie dostała ani jednego telefonu z antysemickimi pogróżkami. Dzięki zamontowanej kamerce, udało się jednak na szczęście odkryć tożsamość nazistowskiego antysemity, który namalował jej swastykę na drzwiach. Okazała się nim... Laurie Recht. Żydowska studentka prawa na uniwersytecie w Nowym Jorku.

Floryda – żydowska para, Jerome i Jamie Roedel zgłasza szokujące włamanie – złodzieje okradli im dom, zabrali kosztowności, a na ścianach zostawili namalowane sprayem swastyki. Społeczność zareagowała z prędkością błyskawicy, zapanowała wściekłość i klimat polowania na antysemickie czarownice, które dopuściły się tak odrażającego czynu. W ciągu dwóch tygodni powstała międzyreligijna rada, której zadaniem miało być promowanie jedności między różnymi wyznaniami i zażegnanie konfliktów po tym skandalu. Żydowskie małżeństwo nie przetrwało tak ciężkiej próby – załamało się, i żona odeszła od męża. Na szczęście firma ubezpieczeniowa pocieszy ich odszkodowaniem w wysokości 30 tys. dolarów. No – tyle z wersji oficjalnej. Bo śledztwo dotarło również do wersji nieoficjalnej, czyli prawdziwej. Okazało się, że żona odeszła od męża, żeby zamieszkać ze swoim kochankiem, a za włamaniem do domu i namalowaniem swastyk stoi... właśnie ona. Swastyki miały odwrócić uwagę i ewentualne podejrzenia od Żydówki, a ona po otrzymaniu odszkodowaniu i zuchwałej kradzieży dokonanej na własnym mężu, miała wieść luksusowe życie ze swoim nowym gachem. Nie pykło.

Być może (tylko być może) to wszystko stawia w nowym świetle opublikowane przez organizację Anti-Defamation League dane, z których wynika, że aż 30 proc. wszystkich antysemickich, wulgarnych komentarzy w internecie publikowanych jest automatycznie, przez tzw. "boty" – i nie wiadomo, kto za tym stoi. Oczywiście, najprostsza droga prowadzi do dedukcji, że takie boty zaprogramował jakiś nazista i antysemita. Sęk w tym, że najprostsza droga wcale nie zawsze musi doprowadzić nas do celu podróży. Być może jest ktoś – osoba, organizacja lub całe środowisko – którym istnienie takich internetowych, antysemickich ataków, zwyczajnie się opłaca. To oczywiście tylko gdybanie, jednak jeśli zestawimy je z przedstawionymi wyżej faktami i opiniami, to gdybanie nabiera wiarygodności i może stać się przyczynkiem do głębszej analizy.

Fot. Agnieszka Radzik

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi "troszkę podekomunizować Polskę". Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.