niedziela
| 15 grudnia 2019

Niedawno zakończony Synod Amazoński w Rzymie wzbudził wiele głosów krytycznych, w napięciu czekamy też na adhortację, która będzie autorską oceną synodu wyrażoną przez papieża. Niepokoju temu czekaniu dodaje fakt, że sam przebieg synodu i imprez mu towarzyszących wytworzył u wielu katolików poczucie zagubienia lub zgorszenia. Jest w tym jednak i jasny punkt, oto bowiem mogliśmy na własne oczy zobaczyć pewne resume procesu, który toczył się do tej pory nieco podskórnie, nieco w zaciszu watykańskich salonów, nieco na uboczu. Synod zaś uczynił jawnym to, co do tej pory było niejako zakryte.

Jeśli więc synod domaga się powrotu do tematu stałego diakonatu kobiet, to przecież wierni byli przygotowywani do tego momentu przez wiele lat. Zaczęło się od ministrantek, których służba liturgiczna przy ołtarzu pozornie była bez sensu, z zasady bowiem miała ona być przygotowaniem do kapłaństwa zastrzeżonego wszak dla mężczyzn. A jednak był w tym jakiś sens, który dopiero teraz nam się odsłania. Kiedy już wiernym opatrzyły się dziewczynki przy ołtarzu, okazało się bowiem, że również zakonnice mogą "jak kapłani" rozdawać Komunię Świętą (wprowadzenie do Kościoła tylnymi drzwiami nadzwyczajnych szafarzy uczyniło zresztą wiele zamieszania na różnych płaszczyznach). Obecnie nie jest niczym niezwykłym na Zachodzie, że nie tylko świeccy mężczyźni, ale też kobiety, już bez zbędnych komż czy alb, udzielają Komunii wiernym na równi z kapłanem a czasami nawet zamiast niego. Nie są też czymś niezwykłym inne obecności kobiet w kościele w formie "jakby była księdzem", głównie dotyczą Służby liturgicznej czy Służby Słowa oraz zarządzania parafią, tworzy się więc powoli model kobiety - "świeckiego proboszcza". W międzyczasie wielu teologów i kapłanów włożyło wiele wysiłku, żeby przenieść dyskusję o kapłaństwie kobiet z pozycji doktrynalnej na dyscyplinarną. Jest zatem czymś naturalnym, że kolejnym krokiem w tym scenariuszu będzie jakaś pośrednia forma kapłaństwa kobiet, właśnie święcenia diakonatu. Ostatecznym efektem będzie kobieta-prezbiter i kobieta-biskup, tak jak jest to w heretyckich wspólnotach protestanckich.

Podobna sytuacja jest z celibatem. Tu pierwszym krokiem było wprowadzenie stałego diakonatu dla żonatych mężczyzn bez konieczności zachowania celibatu. Przypomnę dla uwielbiających argument "bo tak robili pierwsi chrześcijanie" - dla pierwszych chrześcijan diakonat wśród żonatych mężczyzn wiązał się z powstrzymaniem się od współżycia. Dziś ten związek pomiędzy służbą Bogu a celibatem został rozerwany. Kiedy wiernym już opatrzył się powszechny widok żonatego mężczyzny udzielającego Komunię świętą, przyszła kolej na coś na kształt żonatych księży jako viri probati, od czego już tylko krok do uczynienia z celibatu tylko opcji a nie obligu dla sakramentu kapłaństwa. W międzyczasie jeszcze obecny papież wprowadził nowe regulacje dotyczące tych kapłanów, którzy z pożądliwości ciała, oka lub pychy tego życia zdradzili swoje powołanie. Od teraz tacy "ex-księża" będą mogli m.in. uczyć religii, służyć w Liturgii Słowa, czy żyć ze swoją "żoną" na terenie dotychczasowej parafii. Kiedy już przeciętny wierny opatrzy się z "księdzem z żoną" i nie będzie potrafił wskazać, kto z rozlicznych mężczyzn uczestniczących w życiu Kościoła właściwie jest księdzem i nie będzie już w stanie wskazać żadnej wartości celibatu, scenariusz ten zakończy się sukcesem. Celem tego procesu jest uczynienie z katolickiego kapłana kogoś na wzór protestanckiego pastora, który tylko przewodniczy wspólnocie wiernych i oczywiście posiada rodzinę.

Podobnie sytuacja z pogańską Pachamamą jest prostą konsekwencją prowadzonego od wielu lat intensywnego dialogu z innymi religiami. Jeśli w deklaracji Nostra Aetate uznaje się, że w pogańskich wierzeniach jest prawda i świętość, jeśli w innych dokumentach soborowych mowa o "zarodkach Słowa" czy elementach "prawdy i łaski" w pogańskich religiach, jeśli przeciętny wierny jest nieustannie bombardowany koniecznością okazania szacunku poganom i ich wierzeniom, to nic dziwnego, że doprowadziło to do sytuacji, gdy w katolickich kościołach organizuje się dni pogańskiego islamu. Idąc dalej tym tropem, jeśli wierni przełknęli deklarację z Abu Zabi, jeśli biskupi nie protestowali przeciw stwierdzeniu, że "pluralizm i różnorodność religii, koloru, płci, rasy i języka są rzeczami, których Bóg chce w swojej mądrości, poprzez którą stworzył istoty ludzkie", to dlaczego ktoś miałby protestować przeciwko wprowadzeniu pogańskiego bożka (którego wszak istnienia "Bóg chce w swojej mądrości") do kościoła? Wskutek takiej katechezy prezbiterów i biskupów coraz więcej katolickich wiernych uważa, że katolicy, żydzi i muzułmanie wierzą w tego samego Boga (sic!), nad możliwością czego zupełnie na poważnie zastanawiali się niedawno redaktorzy jednego z portali mieniących się "katolickim". Ten scenariusz z kolei prowadzi do pozbawienia religii katolickiej wyjątkowości, miana jedynej bramy do zbawienia. Według tej niejasnej teologii Bóg wprawdzie założył Kościół i przekazał mu klucze do zbawienia, ale jednocześnie wziął to wszystko w nawias i stworzył inne ścieżki do zbawienia, w których Kościół już nie jest potrzebny. Ta wielość dobrych dróg prowadzących do Chrystusa jest również rysem typowym dla tysięcy wspólnot protestanckich, które muszą się jakoś odnaleźć w swym doktrynalnym chaosie, czynią to głosząc właśnie, że Bóg zbawia w różnych wspólnotach, bo Jego Słowo jest obecne na różne sposoby, w różnych nauczaniach.

Myli się więc ten, kto uważa, że synod był jakąś rewolucją, niespodziewanym zwrotem akcji, zaskakującym obrotem spraw. Nie! Synod był tylko podsumowaniem i potwierdzeniem scenariusza, który w Kościele realizowany jest od kilkudziesięciu lat.

Takich procesów, zachodzących w Kościele, mamy wiele, tylko niektóre z nich zyskały swój moment objawienia. Ciągle trwa w ukryciu proces podważenia rzeczywistej obecności naszego Pana w Eucharystii. Komunia na rękę, Komunia na stojąco, Komunia od świeckich, Komunia w tańcu, Komunia brana samemu, Komunia brana razem z heretykami, Komunia brana bez sakramentu spowiedzi sprawia, że Komunia postrzegana jest jako własność człowieka, opłatek nad którym człowiek panuje i samodzielnie nadaje mu takie albo inne znaczenie. To wszystko ostatecznie prowadzi do upadku wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii co już teraz widać po szokujących statystykach wśród katolików. Ale najgorsze dopiero przed nami...

Daniel Pawłowiec,

Autor jest Polakiem i katolikiem, mężem i ojcem. Mieszka w Brukseli.

Fot. Agnieszka Radzik/ Tania Rego/ABr, CC BY 3.0, Wikimedia Commons

Opublikował:
Daniel Pawłowiec
Author: Daniel Pawłowiec
O Autorze
Polityk, dziennikarz, politolog, poseł na Sejm V kadencji, były wiceminister w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.