czwartek
| 09 kwietnia 2020
Razprozak | 20 marca 2020

Wszystko zależy od koloru skóry, czyli rasizm oczami lewicy

Wszystko zależy od koloru skóry, czyli rasizm oczami lewicy

Dziś wracamy do wątku rasizmu wymierzonego w białych ludzi – okazuje się, że aby być poprawnym politycznie, pisząc o rasizmie wobec białych, powinienem wziąć to słowo w cudzysłów, ale do tego za chwilę dojdziemy... Jest taka gazeta "The Daily Princetonian". Przeciętnemu zjadaczowi jagodzianki niewiele ta nazwa mówi, ale jeśli zajrzymy w wirtualne encyklopedie, dowiemy się, że to jedna z najstarszych i najbardziej prestiżowych amerykańskich gazet studenckich, działająca przy Uniwersytecie w Princeton. Absolwenci tej uczelni znajdują potem zatrudnienie w New York Times, Washington Post, The Wall Street Journal, a nawet są wyróżniani Nagrodą Pulitzera. W skrócie – to kuźnia, gdzie wykuwana jest elita medialnego mainstreamu w najbardziej opiniotwórczym kraju świata. I to właśnie na łamach tej gazety niejaki Jae Kyung Sim opublikował artykuł pod tytułem: "Kilka myśli na temat rasizmu przeciwko rasie białej". Warto dodać, że słowo "rasizm" w tytule wziął w cudzysłów.

I w artykule pan Cing Ciang Cong pisze: "Jednak różnice między uprzedzeniami a rasizmem wobec białych ludzi są często nieistotne, przynajmniej na poziomie indywidualnym. Takie etykiety nie zmieniają treści tego, co mówimy – a treść uprzedzonych komentarzy, takich jak "nienawidzę białych ludzi", jest czymś, czego powinniśmy nadal unikać. Zanim zagłębimy się w techniczne rozróżnienie między tym, co stanowi uprzedzenie a rasizm, musimy najpierw zadać sobie pytanie, czy te uprzedzone orientacje są politycznie świadome. Jeśli, robiąc takie komentarze, uzyskamy jakąś korzyść polityczną, taką jak uzyskanie większych praw dla grup mniejszościowych, być może można argumentować, że OBRAŻANIE BIAŁYCH LUDZI JEST TEGO WARTE."

Dalej wprawdzie autor prezentuje łaskawie krytyczny stosunek wobec obrażania białych, ale nie motywuje tego zwykłą przyzwoitością, a jedynie... korzyściami. Chłodnym bilansem zysków i strat. Okazuje się bowiem, że takie sytuacje "bardziej szkodzą dążeniom o społeczną równość, niż jej pomagają", bo "niepotrzebnie odciągają od naszego ruchu tych białych ludzi, którzy mogą być naszymi sprzymierzeńcami". Czyli pan Kung Pao odcina się od rasizmu wobec białych nie dlatego, że brzydzi się nazistowską narracją lewicy i nie dlatego, że uważa dyskryminowanie białych ludzi za coś bezwzględnie ohydnego – ale dlatego, że tak mu podpowiada matematyka. Cytuję autora: "Nie możemy oczekiwać, że ci będący u władzy (czyli biali - dop. RP) zaangażują się całym sercem w ruch, który jest skierowany przeciwko nim samym". Aż się nasuwa legendarne, cyniczne, tuskowe "panowie, policzmy głosy", z okresu obalania rządu Olszewskiego przez komunistów i sprzyjające im media. W ostatnich akapitach pan Jako Tako jedzie już bez trzymanki: "Wielu przedstawicieli mniejszości narodowych i etnicznych, w tym również ja, często chowa się pod maską różnych fraz, by nie wypowiadać wprost komentarzy takich jak: bardzo gardzę białymi ludźmi."

Z kolei pani Karen Fratti pisze na portalu reklamującym się jako "pozytywna społeczność internetowa", której celem jest między innymi "umocnienie roli kobiet". I czego rzesze amerykańskich czytelników mogą dowiedzieć się z tego pozytywnego portalu? A na przykład tego, że nie istnieje coś takiego jak rasizm wymierzony w ludzi białych. I biali ludzie właściwie nie mają żadnych praw, żeby się bronić przed rasizmem. Oddajmy zresztą głos wariatce, która ten neonazistowski bełkot spłodziła: "To trzeba powtarzać aż do skutku: w Ameryce nie może istnieć takie zjawisko jak rasizm skierowany przeciwko rasie białej - no, chyba że ktoś potrafi cofnąć czas i przenieść nas w erę sprzed kolonizacji i handlu niewolnikami. Prawda jest taka, i wymaga ona ciągłego powtarzania, że biali ludzie nie mogą być w żadnym razie ofiarami rasizmu, bo to właśnie biali ludzie mają władze i stworzony przez siebie system przywilejów."

To ja może zapytam wprost – jaki wpływ ma kolonizacja sprzed lat na sytuację, w której idzie sobie ulicą Bogu ducha winna nastolatka, którą dwóch Afroamerykanów i jeden Azjoamerykanin zaczepia słowami: "Stój ty biała szmato"? Jakim cudem ktoś może lansować teorię, że takie sytuacje NIE SĄ RASIZMEM, i jakim cudem taka lewacka oszołomka nie idzie do pierdla za propagowanie idei hitlerowskich...? A czy biali ludzie, pobici lub zamordowani przez Murzynów właśnie z powodu ich koloru skóry, też nie są ofiarami rasizmu, bo "mają władzę" i "są uprzywilejowani"...? Przecież to bełkot pacjenta z oddziału bez klamek. A jednak żyjemy w epoce, w której taki maniakalny bełkot wydostał się z wariatkowa, jak koronawirus z Chin, i wtargnął na salony mainstreamowych mediów! I właśnie TO są słowa, które faktycznie trzeba "powtarzać aż do skutku".

Zdanie cytowanej wyżej Karen Fratti podziela czarnoskóra Zeba Blay z Huffington Post. "Nie ma czegoś takiego jak odwrócony rasizm. Mówię serio – coś takiego nie istnieje" – przekonuje Zeba i w sumie dobrze, że od razu podkreśla, że mówi poważnie, bo trudno nie traktować tak idiotycznych stwierdzeń jako żartu. No ale skoro pani publicystka za wszelką cenę chce być traktowana poważnie, spełnijmy jej żądania i przeanalizujmy na serio jej opinie. "Karta odwróconego rasizmu często jest przez białych wyciągana kiedy ludzie innych ras mówią o problemie rasizmu i dyskryminacji, albo kiedy tworzą sobie przestrzenie nieuwzględniające ludzi białych. Wygląda na to, że impulsem, który stoi za argumentem odwróconego rasizmu, jest pragnienie udowodnienia, że inne rasy wcale nie mają tak źle, jak mówią, i że nie są jedynymi, którzy doświadczają dyskryminowania lub prześladowania ze względu na swoją rasę. Traktują to jak wyścig, jak Olimpiadę Rasizmu". Przetłumaczmy to z lewackiego na ludzki - pani Zeba wyśmiewa dążenie białych do prawa równości. Kiedy czarnoskórzy mówią o rasizmie, a biali, zamiast skulić uszy i klęczeć na grochu, mają czelność przytaczać przykłady rasizmu czarnoskórych wobec białych – to jest to robienie sobie zawodów i olimpiady z tematu rasizmu, bo pani Zeba chciałaby, żeby mniejszości otrzymały złoty medal bez udziału w zawodach, przez aklamację, po prostu bo tak.

Zeba przywołuje też swój wcześniejszy artykuł, pod wiele mówiącym (o jej kondycji psychicznej) tytułem: "To jak cios w twarz, kiedy biała kobieta nosi fryzurę w stylu czarnoskórych". Nie przecierajcie monitorów, dobrze widzicie. I to nie jest jakiś artykuł satyryczny, Zeba nie jest komikiem, tylko szanowaną publicystką Huffington Post. W treści artykułu czytamy: "Jest bardzo wiele powodów, dla których to nie jest ok, że białe kobiety przejmują tradycyjne fryzury kobiet czarnych, a takie jak afro czy dredy. Włosy kobiety czarnej to nie są po prostu włosy. Za nimi kryje się historia i kontekst, którego nie wolno ignorować, historyczna spuścizna na zawsze połączona z kulturowym dziedzictwem czasów niewolnictwa i instytucjonalnego rasizmu. Biała osoba, która przejmuje te fryzury, rozcieńcza ich kontekst i robi z nich parodię". Ja mam na to świetne rozwiązanie! Polko, jak chcesz sobie pieprznąć afro i nie narażać się na zarzut rozcieńczenia niewolniczego i rasistowskiego kontekstu włosów, koniecznie poinformuj fryzjerkę, żeby robiąc Ci to afro, kontemplowała czasy instytucjonalnego rasizmu, niech zmieni fartuch z białego na czarny, z radia niech w tym czasie leci przemówienie Martina Luthera Kinga, a po skończonej ceremonii obie klęknijcie i unieście w górę zaciśniętą pięść, w geście solidarności ze społecznościami afrolewicowymi. Możecie jeszcze odtańczyć jakiś szamański taniec rytualny wokół fotela.

No i jeszcze na koniec przepyszna, smakowita puenta od Zeby, taka, że aż palce lizać. "Kiedy czarnoskóra kobieta prostuje włosy, albo rozjaśnia je do koloru blond, to nie zawłaszcza fryzur osoby białej, to nie jest to samo. Słowo, którego szukasz to asymilacja. (...) To ważne, żeby pamiętać, że kiedy czarna kobieta krytykuje białe kobiety za przywłaszczanie ich fryzur, nie robi tego bez powodu. Dla was, białych kobiet, to jest po prostu fajna fryzura. Dla nas to jest coś, o co musiałyśmy walczyć. Są przecież inne metody na wyrażenie podziwu dla czarnoskórych fryzur, niż przywłaszczanie ich sobie. Ale zrozumcie - włosy czarnoskórych są bardzo polityczne, głęboko uduchowione, i głęboko osobiste". Czy tylko mi ten fryzurowy bełkot całkowicie kojarzy się z tekstem Żydówki Engelking, uczącej Polaków w TVN, że: "Dla Polaków śmierć to była po prostu kwestia biologiczna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, metafizyka, spotkanie z najwyższym"...?

Razprozak/Fot. Backbone Campaign - flickr.com/YouTube - Bloomberg/wSensie

Opublikował:
Razprozak
Author: Razprozak
O Autorze
Z wykształcenia dziennikarz, z zamiłowania badacz historii. W wolnych chwilach lubi "troszkę podekomunizować Polskę". Któregoś dnia przestało mu się nie chcieć i zaczął działać. Jego Facebookowy profil (Raz prozą, raz rymem — walczymy z propagandowym reżimem) jest odkryciem roku konserwatywnego Internetu.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.