wtorek
| 23 października 2018
Michał Miłosz | 24 września 2018

Jak ekolodzy krowy ratowali aż do męczeńskiego zgonu

Aktywiści ekologiczni nie raz pokazywali, że nie posiadają jak większość homo sapiens organu nazywanego mózgiem. Ewentualnie jak go nawet posiadają, to bardzo rzadko i niechętnie używają. A nawet jak już czasem użyją, to ze szkodą dla innych, a czasami i siebie. Ostatnio zapewne kilku takich tytanów intelektu (ilu nie wiadomo, ponieważ ich nie złapano) postanowiło uratować krowy z jednej z niemieckich farm. W efekcie cztery zwierzęta zdechły, pozostałe czterdzieści znalazło się w stanie krytycznym – z przeżarcia.

Mądry jak ekolog

Aktywiści ekologiczni postanowili na farmie Lebenwalder Agrar w północno-wschodnich Niemczech wypuścić z ekologicznej hodowli "uwięzione" tam krowy. Niczym ukraińscy komandosi w Donbasie w ciszy i ciemności przeniknęli linię wroga. To znaczy ogrodzenia i zabezpieczenia. Po czym dokonali śmiałego czynu wypuszczenia przebywających w zagrodach bydlątek. I po chwalebnym oddaniu zwierzętom upragnionej wolności zniknęli w mroku, niczym specjalsi z Delta Forces, by napawać się chwałą kolejnego zwycięstwa.

Jadły jak Wellmanowa w Lidlu

Niestety biedne krowy zamiast zniknąć w mrokach nocy ze swoimi oswobodzicielami, poczuły, że są głodne jak Wellmanowa po dwóch obiadach i rzuciły się na koncentrat paszowy, niczym parlamentarzyści pierwszej kadencji na dietę, a poślica Szmidt na alimenty od byłego męża. I o ile ich dzienna porcja to jakieś dwa kilo paszy, to dzięki pozbawionym namiastki mózgu ekologicznym jednokomorkowcom niektórym z nich udało im się zeżreć nawet pięć razy tyle. Po dziesięciu kilogramach paszowego koncentratu białkowego to nawet Dorota Wellman i Marcin Najman mogliby się poczuć pełni. A co dopiero biedne krówki. W efekcie cztery z nich zdechły z powodu skrajnego przejedzenia, a o życie pozostałych czterdziestu walczą weterynarze. Dodajmy, że zwierzęta padały w niewyobrażalnych bólach i męczarniach.

– Zbyt duża ilość skoncentrowanej paszy prowadzi do poważnego uszkodzenia żwacza. Następuje też zatrucie wątroby

– żaliła się właścicielka farmy. Dodając jeszcze, że teraz ocalałe z ratowania mućki będą musiały żreć przez najbliższych kilka tygodni paszę dietetyczną i przez to dawać mniej mleka. Niestety dzielne ekoświry nie tylko się nie pochwaliły swoimi wyczynami, ale nawet pomimo wyznaczenia 1000 euro, czyli około 4300 zł nie udało się stwierdzić, kto był taki mądry. Chyba że akcja tej prozwierzęcej Action Directe miała drugie dno...

Krasula sprawcą globalnego oci...nia

Otóż krowy nie mają łatwo ze strony tak zwanych "zielonych". Ponieważ rzekomo niszczą współczesny świat poprzez wydzielanie metanu. I przez to prowadzą nas ku globalnej katastrofie. Rzekomo według "naukowców" wszystkie krowy świata wytwarzają więcej gazów cieplarnianych, niż cały, globalny transport. Tak drogi czytelniku. Światowy transport: samochodowy, morski, lotniczy i kolejowy jest niczym wobec Armagedonu, który może nas spotkać, przez istnienie spokojnych muciek. Zarówno tych mięsnych, jak i tych mlecznych. Dlatego należy zlikwidować wszystkie krowy świata. Zanim jeszcze uda się dokonać depopulacji ludności. Pierwsze przymiarki do wycinania całych gatunków zwierząt już były robione. Miały one dotyczyć milionowej populacji zdziczałych w Australii wielbłądów. W sumie pomijając fakt, że totalne ocieplenie jest głupie to odstrzelenie miliona okrętów pustynii miałoby jeszcze jakiś sens. Jest to w Australii gatunek obcy, inwazyjny, upierdliwy tak samo jak jego jeźdźcy z Półwyspu Arabskiego. Wyżerają australijskim zwierzakom trawę, a jak jest suchy rok, to potrafią w kilkaset sztuk wbiec do miasteczka Alice Springs, porozbijać pisuary w miejskich toaletach, wyżłopać z nich wodę i uciec z powrotem na pustynię. Tak więc strzelanie do wielbłądów jeszcze rozumiem, bo pomijając idiotyczne globalne oci...nie to naprawdę wielki, zaimportowany na kontynent szkodnik, ale wybijanie biednych muciek? Toż to masowe krowobójstwo, a paradoksalnie część tych durnych jak KOD-ziarstwo organizacji pseudoekologicznych je mocno popiera.

Pierwsza nie pierdząca krowa bezmetanowa

Na razie te wszelkie "autorytety" zachęcają do nie jedzenia mięsa i przejścia na wegetarianizm. Jednak na horyzoncie widać już nowy geszeft. Niejaki Bill Gates... chce stworzenia nowych krów, modyfikowanych genetycznie, które nie będą emitować tylu gazów! I pewnie w hodowlach pod wszelkimi możliwymi karami będą tylko takie, a ich genotyp będzie w patencie Billa Gatesa, albo Monsanto. Tak więc może aktywiści ekologiczni wcale nie chcieli krów ratować, tylko je wszystkie zbiorczo wymordować, żeby świat stał się czystszy i bardziej ekologiczny? A w tym szaleństwie jest jakaś metoda?

Fot. Aleksandra Kasperska

Opublikował:
Michał Miłosz
Author: Michał Miłosz
O Autorze
Absolwent historii i filologii polskiej na UŁ, podyplomowych studiów ekonomicznych dla dziennikarzy na INE PAN oraz kursu MON dla korespondentów w rejonach działania Polskich Kontyngentów Wojskowych.
Ostatnio opublikowane artykuły tego autora

wSensie.pl to polski portal internetowy, którego celem jest dostarczanie Czytelnikom najwyższej jakości informacji i opinii. Na naszych stronach znajdą Państwo najważniejsze informacje ze świata polityki i gospodarki, liczne wywiady i komentarze oraz wideo. 2018 Copyright wSensie.pl
Zgodnie z rozporzadzeniem możesz cofnąć zgode którą wcześniej nam dałeś. Jednak uprzedzamy że portal może przestać działać poprawnie. Cofnij zgodę.

Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.